Codzien­ne mapy Nowohucian

„Intu­icyj­nie zaczę­łam pytać o to, czym dla osób miesz­ka­ją­cych w Nowej Hucie jest dom. Pyta­łam, jakie mają wyobra­że­nia na jego temat” – mówi Simo­ne Rueß, artyst­ka wizu­al­na pocho­dzą­ca z Nie­miec, któ­ra w lip­cu i wrze­śniu prze­mie­rza­ła z mobil­nym sto­łem uli­ce Nowej Huty, two­rząc mapy codzien­nych tras jej miesz­ka­nek i mieszkańców. 

Mał­go­rza­ta Wach: Arche­olo­gia Codzien­no­ści to…

Simo­ne Rueß: … nie­wi­dzial­ne i widzial­ne śla­dy, któ­re są zapi­sy­wa­ne w prze­strze­ni poprzez nasze codzien­ne działania.

Obraz, któ­ry Ci się koja­rzy z codziennością? 

To jed­no­cze­śnie indy­wi­du­al­na i wspól­na prze­strzeń ruchu w sta­le zmie­nia­ją­cej się rela­cji z archi­tek­tu­rą i oto­cze­niem. Nazy­wam ją move­ment spa­ce. Z jed­nej stro­ny ist­nie­ją bar­dzo oso­bi­ste, pry­wat­ne „move­ment spa­ces”, two­rzo­ne przez nasze codzien­ne prze­miesz­cza­nie się, z dru­giej – „prze­strzeń ruchu” spo­łecz­ne­go, w któ­rej prze­ci­na­ją się nasze drogi.

Myślę o prze­strze­ni bar­dzo wizu­al­nie. Dla­te­go two­rzę mapy, któ­re moż­na zoba­czyć, po któ­rych moż­na się poru­szać. Nie zawsze da się je ubrać w słowa. 

Takie „mapy” bez słów two­rzy też Rafał Mazur, któ­ry zajął się reje­stra­cją nowo­huc­kich dźwię­ków. Wasze pro­jek­ty zło­żą się na kolej­ną odsło­nę Arche­olo­gii Codzienności.

W naszych opo­wie­ściach ope­ru­je­my róż­ny­mi języ­ka­mi, język Rafa­ła jest dźwię­ko­wy, a mój wizu­al­ny. Zbie­ram indy­wi­du­al­ne kar­ty ruchu od poszcze­gól­nych osób, Rafał nato­miast wszyst­ko nagry­wa. Łączy­my te róż­ne dzia­ła­nia w wie­lo­war­stwo­wą nar­ra­cję o Nowej Hucie i ludziach, któ­rzy tam miesz­ka­ją – tro­chę tak, jak tka się dywan. 

W jaki spo­sób roz­po­czę­ła się Two­ja przy­go­da z tym projektem? 

Moja współ­pra­ca z Domem Uto­pii roz­po­czę­ła się od spo­tka­nia z Łuka­szem Trzciń­skim. Pozna­li­śmy się w Szcze­ci­nie, pod­czas wysta­wy, na któ­rej pre­zen­to­wa­łam swo­je pra­ce z nar­ra­cja­mi bio­gra­ficz­ny­mi i ani­mo­wa­ny­mi dia­gra­ma­mi cza­so­wy­mi. Na potrze­by tego pro­jek­tu roz­ma­wia­łam z ludź­mi w róż­nym wie­ku. Nie­któ­rzy mie­li 30, 40 lat, ale były też oso­by, któ­re skoń­czy­ły 80 lat i część wspo­mnień zaczy­na­ła im się już zacie­rać w pamię­ci. Prze­kła­da­łam ich nar­ra­cje na język wizu­al­ny, two­rząc z nich rysun­ki. Kie­dy Łukasz zoba­czył mój pro­jekt stwier­dził, że ta idea jest bar­dzo podob­na do pro­jek­tu, któ­ry reali­zu­je­cie w Domu Uto­pii. Zapy­tał, czy chcia­ła­bym poznać to miej­sce i poroz­ma­wiać z ludź­mi, któ­rzy tu miesz­ka­ją. Powo­li zaczę­ła się wyła­niać wizja nowo­huc­kie­go projektu.

Jakie były Two­je pierw­sze wra­że­nia z Nowej Huty?

Po raz pierw­szy przy­je­cha­łam tu w 2010 roku. Miesz­ka­łam wte­dy przez czte­ry lata w War­sza­wie i podró­żo­wa­łam po innych czę­ściach Pol­ski. Zawę­dro­wa­łam też do Nowej Huty. Wte­dy zwie­dza­łam ją przede wszyst­kim w kon­tek­ście histo­rii i ujmu­ją­cej archi­tek­tu­ry przestrzeni.

Tym razem mia­łam zupeł­nie inny odbiór tego miej­sca. Na uli­cach, osie­dlach i podwór­kach spo­tka­łam wie­le osób, z któ­ry­mi dłu­go roz­ma­wia­łam. Pozna­wa­łam Nową Hutę ocza­mi jej miesz­ka­nek i mieszkańców. 

O czym rozmawialiście?

Mój pro­jekt roz­po­czął się już de fac­to w zeszłym roku. Wte­dy intu­icyj­nie zaczę­łam pytać o to, czym dla osób miesz­ka­ją­cych w Nowej Hucie jest dom. Pyta­łam, jakie mają wyobra­że­nia na jego temat. Chcia­łam powią­zać go z moim szer­szym pro­jek­tem „INha­bit”, w któ­rym badam, jak róż­nie defi­niu­je­my dom, a tak­że zasta­na­wiam się, jak moż­na go powią­zać z miej­scem, w któ­rym żyjemy.

Simo­ne Ruess, Nowa Huta, wrze­sień 2023, fot. Mał­go­rza­ta Szym­czyk-Kar­na­sie­wicz / Dom Utopii

Co na temat domu mówi­li Twoi pierw­si rozmówcy/rozmówczynie? 

Mło­da kobie­ta, któ­rą na począt­ku spo­tka­łam powie­dzia­ła, że dla niej domem jest wła­śnie Nowa Huta, bo tutaj się uro­dzi­ła i dora­sta­ła. Inni opo­wia­da­li, skąd przy­je­cha­li do Nowej Huty, gdzie pra­co­wa­li i dokąd cho­dzi­li na co dzień. Inte­re­su­ją­ce jest dla mnie to, co opo­wia­da­ją­cy czer­pią, aby wyja­śnić swo­je wyobra­że­nie o domu. Czy wra­ca­ją do wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa, czy opi­su­ją swój obec­ny dom, czy kon­tak­ty z inny­mi ludźmi. 

W ten spo­sób zaczę­ły powsta­wać pierw­sze mapy, któ­re pozwo­li­ły mi na ana­li­zo­wa­nie struk­tu­ry tego miasta.

Na pierw­szy rzut oka Two­je rysun­ki przy­po­mi­na­ją dość abs­trak­cyj­ne kształty. 

W moich dzia­ła­niach zawsze trak­tu­ję prze­strzeń z pyta­niem o jej struk­tu­rę. W odpo­wie­dzi na archi­tek­tu­rę i infra­struk­tu­rę, nie­ustan­nie kształ­tu­je­my prze­strzeń naszym ruchem. Kształ­ty codzien­nych wędró­wek sta­no­wią jakiś rodzaj oso­bi­ste­go śla­du, któ­ry po sobie pozo­sta­wia­my. Dla każ­de­go i każ­dej ten ślad wyglą­da zupeł­nie ina­czej. Sta­ra­łam się połą­czyć prze­strzeń ruchu z prze­strze­nią opowieści.

Z jed­nej stro­ny mamy bar­dzo oso­bi­stą nar­ra­cję miesz­kań­ców Nowej Huty, któ­rych spo­tka­łam, a z dru­giej prze­strzeń ruchu, któ­ry odby­wa się w obrę­bie poszcze­gól­nych ulic i osie­dli. Ramy tych wędró­wek sta­no­wi fizycz­na mapa Nowej Huty, któ­rą zabie­ram na wszyst­kie swo­je spa­ce­ry. To wła­śnie na niej spo­tka­ne oso­by rysu­ją swo­je codzien­ne tra­sy. Ona jest też punk­tem wyj­ścia do rozmowy. 

Dodaj­my, że prze­miesz­czasz te mapy na spe­cjal­nie przy­go­to­wa­nym, okrą­głym stole.

Pierw­szy stół na kół­kach zro­bi­łam w 2016 roku.  W Aka­de­mie Schloss Soli­tu­de w Stut­t­gar­cie w ramach moje­go pro­jek­tu „space/biography LAB”. Wie­dzia­łam, że będę chcia­ła ten pomysł kon­ty­nu­ować. Stół spra­wia, że ludzie chęt­niej się otwie­ra­ją, bo z jed­nej stro­ny jeste­śmy w prze­strze­ni mia­sta, któ­ra jest wspól­na dla wie­lu ludzi, przez co sta­je się ano­ni­mo­wa, a z dru­giej może­my poroz­ma­wiać przy sto­le, któ­ry jest ele­men­tem prze­strze­ni domowej. 

Kie­dy korzy­sta­łam z takie­go sto­łu po raz pierw­szy, ryso­wa­łam na nim to, co uda­ło mi się dostrzec w prze­strze­ni i w zda­rze­niach wokół mnie. Ludzie, któ­rzy prze­cho­dzi­li obok mogli obser­wo­wać pro­ces ryso­wa­nia i sta­li się czę­ścią momen­tu postrze­ga­nia i bycia postrze­ga­nym. Nawia­sem mówiąc, tego typu rysu­nek per­for­ma­tyw­ny kon­ty­nu­owa­łam rów­nież w Nowej Hucie jako pogłę­bie­nie roz­mów pod­czas moje­go poby­tu we wrześniu.

Jak wyglą­da­ła Two­ja pra­ca w Nowej Hucie? 

Pod­czas każ­de­go ze spa­ce­rów na sto­le była insta­lo­wa­na mapa Nowej Huty. Oso­by, któ­re spo­tka­łam intu­icyj­nie szu­ka­ły tam miejsc, któ­re są z nimi zwią­za­ne – ulic, na któ­rych znaj­du­ją się ich domy, szko­ły czy pra­ca; albo miejsc, w któ­rych lubią spa­ce­ro­wać i spę­dzać wol­ny czas. Od razu poja­wia­ła się też nar­ra­cja bio­gra­ficz­na, w któ­rej opo­wia­da­li o tym, gdzie się uro­dzi­li, skąd przy­je­cha­li ich rodzi­ce, dziad­ko­wie itd. Mapa zapro­si­ła ich do wędrów­ki, nie tyl­ko real­nej, ale rów­nież tej wyobra­że­nio­wej, któ­ra jest bez­po­śred­nio zwią­za­na z pamięcią. 

Cie­ka­we były też opo­wie­ści o tym, skąd się wzię­li w miej­scu, w któ­rym się aku­rat spotkaliśmy.

Simo­ne Ruess, Nowa Huta, lipiec 2023, fot. Domi­nik Sta­ni­sław­ski / Dom Utopii

To zna­czy? 

Jed­ni wyszli wła­śnie z domu, inni do tego domu wra­ca­li. Jesz­cze inni w pobli­żu pra­co­wa­li albo szli kogoś odwie­dzić. Ale były też takie oso­by, któ­re miesz­ka­ją na dru­gim koń­cu mia­sta, a w prze­strze­ni, w któ­rej się spo­tka­li­śmy, były tyl­ko przez krót­ką chwi­lę i w tej krót­kiej chwi­li uda­ło nam się poroz­ma­wiać. To też było dla mnie nie­zwy­kle ciekawe.

W Pol­sce, ale myślę, że rów­nież w Niem­czech i w wie­lu innych miej­scach na świe­cie stół jest bar­dzo zna­czą­cym sym­bo­lem. Do wspól­ne­go sto­łu zapra­sza się rodzi­nę i przy­ja­ciół, oma­wia się waż­ne spra­wy albo świętuje. 

Ten stół miał nas zbli­żyć i zachę­cić do roz­mo­wy. Dzię­ki nie­mu wie­le osób od razu skra­ca­ło dystans. Jestem pew­na, że nie uda­ło­by mi się osią­gnąć takie­go efek­tu, gdy­bym poru­sza­ła się po Nowej Hucie z samą mapą w ręku.

Dzię­ki temu, że stół jest okrą­gły moi roz­mów­cy mogli sta­nąć w dowol­nym miej­scu i od tego wybra­ne­go miej­sca roz­po­cząć swo­ją wędrów­kę i opo­wieść. Na potrze­by ana­li­zy zapi­sa­łam rów­nież, gdzie szłam i w któ­rych punk­tach spo­tka­łam każ­de­go z roz­mów­ców i rozmówczyń.

Waż­ny jest tutaj aspekt per­for­ma­tyw­ny i par­ty­cy­pa­cyj­ny, któ­re łączą się w pro­jek­cie „Okrą­gły Stół na Kół­kach”. Chcia­ła­bym też jed­no­cze­śnie pod­kre­ślić, że final­ny kształt pro­jek­tu był efek­tem roz­mów z jego kura­tor­ką Mał­go­rza­tą Szy­dłow­ską, oraz zespo­łem Domu Uto­pii – Domi­ni­kiem Sta­ni­sław­skim, Łuka­szem Trzciń­skim i Mał­go­rza­tą Szymczyk-Karnasiewicz. 

Kolej­nym waż­nym ele­men­tem tego sto­łu jest kame­ra, któ­ra reje­stru­je ruchy rąk na mapie.

Kame­ra zamon­to­wa­na nad sto­łem jest waż­nym ele­men­tem całe­go dzia­ła­nia. Pomo­gła nam w zare­je­stro­wa­niu ryso­wa­nia w cza­sie rze­czy­wi­stym, z tej samej per­spek­ty­wy, jaką mia­ły oso­by uczest­ni­czą­ce w pro­ce­sie. Dzię­ki nagra­niom mogę odtwa­rzać cho­re­ogra­fię ruchu w prze­strze­ni – Move­ment Spa­ce.

Wyty­cza­łaś sobie wcze­śniej tra­sy wędrówek? 

To było per­for­ma­tyw­ne dzia­ła­nie, w któ­rym ska­no­wa­łam prze­strzeń miej­ską pod­czas spa­ce­ru, więc nie usta­la­łam wcze­śniej pre­cy­zyj­nych tras. Wybie­ra­łam jedy­nie kie­ru­nek. Po dro­dze spo­ty­ka­łam prze­chod­niów w ich podró­ży przez mia­sto. Nary­so­wa­ne przez nich ścież­ki two­rzą bar­dzo indy­wi­du­al­ne figu­ry. Mogę potem na mapie porów­ny­wać te róż­ne śla­dy i linie. Obser­wu­jąc je przy­po­mi­nam też sobie kim byli ludzie, któ­rzy je zostawili. 

Na przy­kład tutaj widzę ślad oso­by, któ­ra już bar­dzo dłu­go miesz­ka w Nowej Hucie i dokład­nie zna układ mia­sta; gdzie indziej oso­by, któ­ra wpro­wa­dzi­ła się do Nowej Huty kil­ka lat temu i nadal ją odkrywa. 

Inną per­spek­ty­wę mają oso­by, któ­re mają oko­ło 70 lat i wię­cej. Kie­dy opo­wia­da­li o swo­im dzie­ciń­stwie zazna­cza­li na mapach kon­kret­ne loka­li­za­cje i obiek­ty. Tam był taki budy­nek, tutaj był taki… Two­rzy­ła się zupeł­nie inna figu­ra prze­strzen­na, niż to było w przy­pad­ku młod­szych ludzi.

Może dla­te­go, że star­sze oso­by rza­dziej się przemieszczają? 

Nie cho­dzi tyl­ko o dłu­gość tras. Kie­dy star­si ludzie opo­wia­da­ją o prze­szło­ści, opo­wia­da­ją o kon­kret­nych punk­tach w prze­strze­ni. A jeże­li mówią o teraź­niej­szo­ści, to mówią o odcin­kach, po któ­rych się poru­sza­ją, np. „tutaj jest dom, a tam Zalew Nowo­huc­ki do któ­re­go zwy­kle cho­dzę taką i taką trasą”. 

Te tra­sy ukła­da­ją się w bar­dzo cie­ka­we wzory.

Dostrze­głaś jakiś cha­rak­te­ry­stycz­ny wzór albo kie­ru­nek tych wędrówek? 

Zauwa­ży­łam, że wie­le miesz­ka­nek i miesz­kań­ców Nowej Huty łączy swo­je codzien­ne tra­sy z natu­rą. W ich opo­wie­ściach czę­sto poja­wia się Zalew Nowo­huc­ki, łąki, par­ki i inne tere­ny zie­le­ni. Nie spo­sób tej natu­ry ode­rwać od codzien­nych ście­żek. W żad­nym z innych miast, w któ­rych wcze­śniej reali­zo­wa­łam podob­ne pro­jek­ty, nie było tak bli­skiej rela­cji z naturą.

Opo­wiedz pro­szę o tych miastach. 

Wśród nich była m.in. War­sza­wa, w któ­rej ana­li­zo­wa­łam prze­strzeń Pla­cu Defi­lad. Robi­łam też wywia­dy pod­czas rezy­den­cji w Aka­de­mii Schloss Soli­tu­de w Stut­t­gar­cie, zapra­sza­ją­cej do sie­bie arty­stów i artyst­ki oraz archi­tek­tów i archi­tekt­ki z całe­go świa­ta. Podob­ny pro­jekt reali­zo­wa­łam też w Medio­la­nie we Wło­szech. Na wysta­wie poja­wi­ły się oso­by z róż­nych czę­ści świa­ta, któ­re rów­nież zapy­ta­łam o ich wewnętrz­ne wyobra­że­nia domu.

Co wte­dy usłyszałaś?

Odpo­wie­dzi były bar­dzo róż­ne. Dla jed­nych dom to jest miej­sce zamiesz­ka­nia, dla innych kraj, a dla jesz­cze innych prze­strzeń, w któ­rej żyją ich bli­scy. Jesz­cze inni nazy­wa­ją domem miej­sce, w któ­rym się aktu­al­nie znajdują. 

Skąd pomysł, żeby się zająć wła­śnie domem? 

Impul­sem była ana­li­za wywia­dów, któ­re zro­bi­łam w ramach Aka­de­mii Schloss Soli­tu­de. Dzię­ki nim zro­zu­mia­łam jak waż­na jest rela­cja prze­strze­ni z bio­gra­fią. Kie­dy zapy­ta­łam o ideę prze­strze­ni w ogó­le, więk­szość osób zaczę­ła mówić o domu, w któ­rym obec­nie miesz­ka­ją. Dru­ga część roz­mów­ców i roz­mów­czyń zaczy­na­ła od dzie­ciń­stwa i prze­strze­ni, w któ­rej wte­dy funk­cjo­no­wa­li, a trze­cia mówi­ła o rela­cji z inny­mi ludź­mi i swo­im wła­snym ciałem. 

Dla­te­go zaczę­łam reali­za­cję dodat­ko­wej czę­ści pro­jek­tu, w któ­rej pierw­szym pyta­niem było wła­śnie pyta­nie o dom. Pierw­sze roz­mo­wy odby­ły się w 2018 roku. Kolej­ne pro­wa­dzi­łam pod­czas pan­de­mii, wte­dy zapra­sza­łam moich roz­mów­ców i roz­mów­czy­nie na spo­tka­nie na Sky­pe. Łącz­nie uda­ło mi się prze­pro­wa­dzić ponad 60 wywiadów. 

Simo­ne Ruess, Nowa Huta, lipiec 2023, fot. Domi­nik Sta­ni­sław­ski / Dom Utopii

Gdy­byś mia­ła dzi­siaj opi­sać Nową Hutę, to co byś powie­dzia­ła o tym miejscu?

W Nowej Hucie czu­je się balans mię­dzy prze­strze­nią ludz­ką a natu­rą. Mię­dzy podwór­kiem a łąką czy Zale­wem Nowohuckim. 

Wzo­ry, któ­re tutaj powsta­ją są bar­dzo ela­stycz­ne, two­rzą orga­nicz­ne kształ­ty, z któ­rych każ­dy jest obok każdego.

Jestem cie­ka­wa jak odbie­rasz Nową Hutę i jej miesz­kań­ców na tle pozo­sta­łych miast w któ­rych reali­zo­wa­łaś swo­je projekty?

Podob­ne dzia­ła­nie robi­łam w Ber­li­nie, a kon­kret­nie był to Ber­lin-Char­lot­ten­burg, czy­li zachod­nia część mia­sta. Tam tak­że pro­wa­dzi­łam per­for­man­ce rysun­ko­wy na pla­cu, w róż­nych jego loka­li­za­cjach, z kame­rą przy­twier­dzo­ną na górze sto­łu. Nie­któ­rzy ludzie byli poiry­to­wa­ni tym, że pró­bu­ję z nimi nawią­zać roz­mo­wę. Wie­lu z nich było zamknię­tych na jaką­kol­wiek pró­bę kon­tak­tu. Miesz­kań­cy Nowej Huty są bar­dziej otwar­ci. Chęt­nie dzie­lą się swo­imi opo­wie­ścia­mi i anga­żu­ją się w ryso­wa­nie swo­ich codzien­nych tras.

Cza­sa­mi poja­wiał się wobec mnie pewien dystans, szcze­gól­nie wśród star­szych osób, kie­dy dowia­dy­wa­ły się, że jestem z Nie­miec. W nie­któ­rych ludziach nadal żywe są wspo­mnie­nia i opo­wie­ści z cza­su dru­giej woj­ny światowej. 

Z dru­giej stro­ny widzia­łam też, że po chwi­li roz­mo­wy ten dystans się zmniej­szał. Byli zacie­ka­wie­ni tym, że pró­bu­ję mówić popraw­nie po pol­sku i reali­zu­ję pro­jekt w miej­scu, któ­re jest im bli­skie. Uda­ło nam się zbu­do­wać wspól­nie jakiś most.

A jak reago­wa­li mło­dzi ludzie?

W przy­pad­ku mło­dych osób tego dystan­su wła­ści­wie nie było. Więk­szość z nich jest otwar­ta na Zachód i cie­ka­wa innych kul­tur. Nasz kon­takt odby­wał się na zupeł­nie innym pozio­mie. Dla nich kon­tekst histo­rycz­ny czy mój język nie były już tak istot­ne, bar­dziej inte­re­so­wa­ło ich to, na czym pole­ga mój pro­jekt i co myślę o miej­scu, w któ­rym żyją. Nie­któ­rzy pyta­li też skąd pocho­dzę, więc opo­wia­da­łam im o połu­dniu Nie­miec, w któ­rym się wycho­wa­łam. W miej­scu, któ­re nazy­wa­łam daw­niej swo­im domem. 

Jakie miej­sce nazy­wasz domem dzisiaj?

To jest trud­ne pyta­nie. Z jed­nej stro­ny mam świa­do­mość, że potrze­bu­je­my jakoś zlo­ka­li­zo­wać to, skąd jeste­śmy, ale dom to dla mnie coś wię­cej niż real­ne miej­sce w przestrzeni.

Na przy­kład teraz miesz­kam w Ber­li­nie, ale bar­dzo czę­sto wyjeż­dżam. Kie­dy przy­jeż­dżam np. do War­sza­wy czy do Zie­lo­nej Góry, w któ­rej mia­łam rezy­den­cję, to też się tam czu­ję jak w domu, dla­te­go że spę­dzi­łam tam jakąś część moje­go życia. Na dzi­siaj powie­dzia­ła­bym, że mam trans­na­ro­do­we i trans­lo­kal­ne rozu­mie­nie domu. Czu­ję więź z kul­tu­rą świa­ta, a nie jakimś kon­kret­nym miej­scem w prze­strze­ni. Nie jestem w tym zresz­tą odosob­nio­na, podob­ne odczu­cia mia­ło wie­lu moich rozmówców.

Opo­wiedz o tym?


W ramach pro­jek­tu space/ bio­gra­phy roz­ma­wia­łam na przy­kład kil­ka razy z kimś, kto uciekł z Syrii. Mówił mi, że chęć przy­pi­sa­nia ludzi do jed­ne­go miej­sca, tj. zde­fi­nio­wa­nia ich jako wyłącz­nie ber­liń­czy­ków, ham­bur­czy­ków lub dama­sceń­czy­ków, nawet jeśli miesz­ka­ją powiedz­my w Ber­li­nie, ale przez swój dom rozu­mie­ją zarów­no Dama­szek, jak i nie­miec­ką sto­li­cę, gra na sen­ty­men­tach korzyst­nych dla par­tii nacjo­na­li­stycz­nych, wzmac­nia­jąc podziały.

Jeste­śmy tro­chę przy­mu­sza­ni do tego, żeby mówić „jestem z Ber­li­na”, „jestem z War­sza­wy”, „jestem z Damasz­ku”, „a ja z Nowej Huty”, a prze­cież wie­le i wie­lu z nas żyje w wię­cej niż jed­nej kul­tu­rze. Sta­le się prze­miesz­cza­my. Trud­no nam zapu­ścić korze­nie. W każ­dym z miejsc w któ­rym zatrzy­mu­je­my się na dłu­żej zosta­wia­my jakąś część naszej historii. 

Bar­dzo się cie­szę, że pod­czas Arche­olo­gii Codzien­no­ści mogę łączyć róż­ne meto­dy i kon­tek­sty, m.in. kon­tekst histo­rycz­ny, poli­tycz­ny, bio­gra­ficz­ny itd. 

W ramach Arche­olo­gii Codzien­no­ści współ­pra­cu­je­cie z Rafa­łem Mazu­rem z Hybrid Map­ping Col­lec­ti­ve z Ber­li­na. Opo­wiedz pro­szę o Waszych wspól­nych działaniach. 

Hybrid Map­ping Col­lec­ti­ve zaj­mu­je się zna­cze­niem meto­dy map­pin­gu w bada­niach w wie­lu róż­nych dys­cy­pli­nach. Patrząc na nasz nowo­huc­ki mate­riał doszli­śmy do wnio­sku, że nakła­da­ją się w nim róż­ne war­stwy cza­su, a kon­kret­nie czas histo­rycz­ny, bio­gra­ficz­ny i nar­ra­cja pro­wa­dzo­na w momen­cie reje­stra­cji spo­tka­nia. Ana­li­zo­wa­li­śmy, w któ­rym punk­cie ludzie zaczy­na­li ryso­wać swo­je tra­sy i jaki jest ich zwią­zek z miej­scem, w któ­rym się spotkaliśmy. 

W Ber­li­nie jest duże Col­la­bo­ra­ti­ve Rese­arch Cen­ter (Cen­trum Współ­pra­cy i Badań) CRC 1265 “Re-Figu­ra­tion of Spa­ces”, w któ­rym spo­ty­ka­ją się bada­cze z róż­nych dys­cy­plin i gdzie ana­li­zu­ją zdo­by­te przez sie­bie dane w rela­cji do prze­strze­ni. Insty­tu­tem kie­ru­ją bar­dzo zna­ni i waż­ni socjo­lo­go­wie Mati­na Löw i Hubert Kno­bloch. Ich zało­że­nia pomo­gły mi w moich poprzed­nich projektach.

Możesz opo­wie­dzieć coś wię­cej o ich meto­dzie badawczej? 

Mati­na Löw wyja­śni­ła, że prze­strzeń moż­na rozu­mieć jako sta­le zmie­nia­ją­cą się rela­cję mię­dzy przed­mio­ta­mi i ludź­mi, gdzie przed­mio­ta­mi mogą być na przy­kład budyn­ki, ale tak­że towa­ry. Uwa­ża, że prze­strzeń zmie­nia się, gdy zmie­nia się rela­cja. Nie­zwy­kle waż­ny jest moment, w któ­rym robi­my syn­te­zę przez pamięć i obec­ną per­cep­cję. Te dwa ele­men­ty poma­ga­ją nam zro­zu­mieć aktu­al­ną przestrzeń. 

Jestem na eta­pie ana­li­zo­wa­nia map i rysun­ków i bar­dzo się cie­szę, że będę mogła się podzie­lić efek­ta­mi tej pra­cy zarów­no w Ber­li­nie, jak i w Nowej Hucie.

Wstęp­ne wyni­ki tych dzia­łań przed­sta­wi­li­ście z Rafa­łem Mazu­rem w sierp­niu w Ber­li­nie, pod­czas kon­sul­ta­cji z Hybrid Map­ping Collective. 

Rafał zabie­ra ze sobą sprzęt do nagry­wa­nia, sta­je w jed­nym miej­scu i two­rzy z tego miej­sco­wesound­sca­pes – prze­strze­nie dźwię­ku. Moje nar­ra­cje są bar­dziej indy­wi­du­al­ne. To, czym się zaj­mu­je­my, jest w obu przy­pad­kach moc­no zwią­za­ne z miej­scem, bo tyl­ko w Nowej Hucie moż­na zare­je­stro­wać taki dźwięk i nakre­ślić taką mapę wędrówek.

Z dru­giej stro­ny bar­dzo nas rów­nież inte­re­su­je ten abs­trak­cyj­ny moment i struk­tu­ry, któ­re się wte­dy poja­wia­ją. Kie­dy nakła­dam te indy­wi­du­al­ne tra­sy przej­ścia na sie­bie, zdej­mu­je je z rzu­tu mia­sta i obser­wu­je jedy­nie kształ­ty, to z tych wszyst­kich linii powsta­ją nie­zwy­kle cie­ka­we figu­ry. Ten abs­trak­cyj­ny kształt moż­na obej­rzeć i poczuć bez pozna­wa­nia indy­wi­du­al­nych opowieści. 

Simo­ne Ruess, Nowa Huta, lipiec 2023, fot. Domi­nik Sta­ni­sław­ski / Dom Utopii

Widzisz jakiś wspól­ny ele­ment z tą czę­ścią pro­jek­tu, któ­rą reali­zu­je Rafał Mazur? 

Obo­je chce­my uwraż­li­wić sie­bie i innych na nasze oto­cze­nie – czy­li na nasze dzia­ła­nia w prze­strze­ni w inte­rak­cji z natu­rą. Nawar­stwia­jąc nasze nagra­nia zarów­no dźwię­ko­wo, jak i wizu­al­nie, two­rzy­my abs­trak­cyj­ną tek­stu­rę, któ­ra ujaw­nia przed nami wewnętrz­ne życie miejsca.

To jest dla nas nie­zwy­kle fascy­nu­ją­ce. Nasza pra­ca wzbu­dzi­ła też duże zain­te­re­so­wa­nie w Ber­li­nie. Wymie­ni­li­śmy się doświad­cze­nia­mi i wie­dzą z Hybrid Map­ping Collective.

A już 1 grud­nia o godz. 18.00 podzie­li­cie się efek­ta­mi swo­je­go pro­jek­tu z miesz­kań­ca­mi Nowej Huty, pod­czas wysta­wy któ­ra odbę­dzie się w Teatrze Łaź­nia Nowa. 

Bar­dzo się cie­szę na to wyda­rze­nie. Mam nadzie­ję, że przed nami jesz­cze wie­le cie­ka­wych spotkań.

Simo­ne Rueß jest artyst­ką sztuk wizu­al­nych zaj­mu­ją­cą się w swo­jej pra­cy szcze­gól­nie pro­ble­ma­ty­ką prze­strze­ni miej­skiej, obser­wa­cją archi­tek­tu­ry w kon­tek­ście jej spo­łecz­ne­go funk­cjo­no­wa­nia. Ukoń­czy­ła stu­dia w Sta­atli­che Aka­de­mie der Bil­den­den Kün­ste w Stut­t­gar­cie. Jest sty­pen­dyst­ką pro­gra­mu DAAD oraz Cité Inter­na­tio­na­le des Arts w Pary­żu (2013). Jej pra­ce były pre­zen­to­wa­ne na wie­lu wysta­wach, m. in. w Gale­rii Stu­dio oraz Le Guern w Warszawie.

Pro­jekt reali­zo­wa­ny przy wspar­ciu Fun­da­cji Współ­pra­cy Pol­sko-Nie­miec­kiej oraz Gmi­ny Miej­skiej Kraków

#newsletter
Bądź na bieżąco