Arty­ści będą uczyć empa­tii w Nowej Hucie

Szydłowscy

Mał­go­rza­ta Wach: Nowa Huta jest dobrym miej­scem na stwo­rze­nie Domu Utopii?

Mał­go­rza­ta Szy­dłow­ska: Idealnym!

Dla­cze­go?

Sły­sząc sło­wo „uto­pia”, wie­le osób myśli, że to coś nie­re­al­ne­go. Tym­cza­sem uto­pia – według zamy­słu Tho­ma­sa More’a – to jest po pro­stu dobre miej­sce. Opar­te na spra­wie­dli­wo­ści, soli­dar­no­ści i rów­no­ści. Na podob­nych ide­ach opar­to budo­wę Nowej Huty. To nie były tyl­ko mrzon­ki. Ludzie dosta­li szan­sę na wła­sny dom. Może nie był to dom ide­al­ny, ale dla wie­lu z nich było to speł­nie­nie marzeń. 

Klu­czo­wym sło­wem w tej budo­wie był, moim zda­niem, wła­śnie dom.

Wie­le osób pew­nie odpo­wie, że raczej sło­wo „socja­lizm”. 

Nowa Huta powsta­ła z inspi­ra­cji władz komu­ni­stycz­nych, ale to nie jej zało­że­nia przy­świe­ca­ły budow­ni­czym. Moim zda­niem więk­szość z nich nie pra­co­wa­ła dla idei socja­li­zmu, tyl­ko dla­te­go że ktoś im zło­żył obiet­ni­cę posia­da­nia wła­sne­go domu.

Wśród osób, któ­re ją budo­wa­ły, byli ludzie, któ­rzy stra­ci­li pod­czas woj­ny całe rodzi­ny, repa­trian­ci ze Wscho­du, miesz­kań­cy ubo­gich wio­sek, któ­rym dano szan­sę wyrwa­nia się z bie­dy. W szczy­to­wym momen­cie Nową Hutę budo­wa­ło 30 tys. osób, więk­szość z nich w Nowej Hucie zosta­ła. Dzi­siaj miesz­ka­ją tu ich dzie­ci i wnu­ki, któ­re uwa­ża­ją, że to wspa­nia­łe miej­sce do życia. Wie­lu z nich nie wyobra­ża sobie miesz­ka­nia gdzie indziej.

War­to dodać, że w ubie­głym roku bry­tyj­ski „The Guar­dian” umie­ścił Nową Hutę na pierw­szym miej­scu w ran­kin­gu naj­lep­szych dziel­nic do życia w Europie.

Opo­wiedz­my o Domu Uto­pii Mię­dzy­na­ro­do­wym Cen­trum Empa­tii, który powstał na os. Szkol­nym 26. Co to będzie za miejsce? 

Wcze­śniej, mie­ści­ło się tam jed­no ze skrzy­deł budyn­ku Zespo­łu Szkół Elek­trycz­nych nr 2, któ­re zli­kwi­do­wa­no z powo­du niżu demo­gra­ficz­ne­go. Budy­nek stał przez wie­le lat pusty. Zapro­po­no­wa­li­śmy, że zdo­bę­dzie­my unij­ne środ­ki na rewi­ta­li­za­cję tego miej­sca, aby mogło słu­żyć miesz­kań­com. W ten spo­sób naro­dził się pomysł na Mię­dzy­na­ro­do­we Cen­trum Empa­tii. Uzna­li­śmy, że to odpo­wied­ni adres do pro­mo­wa­nia i roz­wo­ju tej idei.

Dom Utopii z lotu ptaka

Dla­cze­go?

Idea empa­tii i sztu­ki towa­rzy­szy nam z Bar­to­szem od począt­ku dzia­łal­no­ści arty­stycz­nej, czy­li od ponad 25 lat. Teatry, któ­re stwo­rzy­li­śmy naj­pierw na kra­kow­skim Kazi­mie­rzu, a póź­niej w Nowej Hucie, nie były teatra­mi w tra­dy­cyj­nym zna­cze­niu tego sło­wa. Od począt­ku myśle­li­śmy o nich jako o miej­scach sze­ro­ko poję­tej kul­tu­ry, w któ­re anga­żo­wa­li­śmy oko­licz­nych miesz­kań­ców. Odby­wa­ły się tam nie tyl­ko spek­ta­kle, ale też kon­cer­ty, per­for­man­se, poka­zy fil­mo­we, spo­tka­nia lite­rac­kie, dys­ku­sje i wie­le innych wydarzeń. 

Z cza­sem Łaź­nia Nowa zosta­ła miej­skim teatrem. Jej głów­nym zada­niem sta­ła się pro­duk­cja przed­sta­wień. Inne pro­jek­ty – siłą rze­czy – musia­ły zejść na dru­gi plan. Część z nich zaczę­li­śmy reali­zo­wać pod­czas Bulwar[t]u Sztuki.

Sąsiedzkie śpiewanie

Opo­wiedz o tym projekcie.

Od 2016 roku pod­czas dwóch let­nich mie­się­cy reali­zu­je­my nad Zale­wem Nowo­huc­kim bli­sko sto róż­nych wyda­rzeń kul­tu­ral­nych – od spek­ta­kli po kon­cer­ty, poka­zy fil­mo­we, spo­tka­nia lite­rac­kie, warsz­ta­ty. Pan­de­mia pokrzy­żo­wa­ła nam w ubie­głym roku pla­ny, ale mimo to uda­ło się zre­ali­zo­wać znacz­ną część pro­gra­mu. Zro­bi­li­śmy to w bez­piecz­nej prze­strze­ni Łaź­nio­we­go ogro­du. Bulwar[t] jest adre­so­wa­ny głów­nie do doro­słych, ale dba­my też o pro­po­zy­cje dla dzie­ci i młodzieży.

Moż­na powie­dzieć, że w jakimś sen­sie Dom Uto­pii będzie kon­ty­nu­ował ideę Bulwar[t]u przez cały rok, ale rów­no­cze­śnie będzie czymś więcej.

To zna­czy?

To będzie pierw­sze miej­sce w Nowej Hucie, któ­re zaofe­ru­je rezy­den­cje arty­stycz­ne wraz z zaple­czem pra­cow­ni arty­stycz­nych. Miej­sce spo­tkań miesz­kań­ców Nowej Huty z arty­sta­mi, ama­to­rów z pro­fe­sjo­na­li­sta­mi, któ­rzy przy­ja­dą tu nie tyl­ko z róż­nych stron Pol­ski, ale rów­nież  ze świata.

Kim będą rezy­den­ci Domu Utopii? 

Będą to przede wszyst­kim arty­ści repre­zen­tu­ją­cy róż­ne dzie­dzi­ny sztu­ki, m.in. reży­se­rzy teatral­ni, cho­re­ogra­fo­wie, muzy­cy, arty­ści wizu­al­ni i per­for­me­rzy, któ­rzy są zain­te­re­so­wa­ni inte­rak­cją, zde­rze­niem kon­cep­tu z rze­czy­wi­sto­ścią. Wspól­nie z miesz­kań­ca­mi Nowej Huty będzie­my poszu­ki­wać odpo­wie­dzi na pyta­nia: jaką rolę peł­ni dzi­siaj sztu­ka, czy czło­wiek nadal jej potrze­bu­je? Jeśli tak, to w jaki spo­sób powin­na ona dzi­siaj wyglą­dać, aby mogła stać się czę­ścią codzien­ne­go życia?

Chcia­ła­bym, żeby pra­ce, któ­re będą powsta­wać w ramach rezy­den­cji, były moc­no zako­rze­nio­ne w Nowej Hucie, powsta­wa­ły w wyni­ku zain­te­re­so­wa­nia ukła­dem prze­strzen­nym, histo­rią, spo­tka­nia­mi z miesz­kań­ca­mi i tym, czym dzi­siaj żyją Nowohucianie.

Brzmi uto­pij­nie.

Poszu­ki­wa­nie głęb­szych wię­zi mię­dzy sztu­ką a życiem codzien­nym jest cie­ka­wym tren­dem, któ­ry roz­wi­ja się w tej chwi­li na całym świecie.

Moż­na powie­dzieć, że Dom Uto­pii jest powro­tem do korze­ni Łaźni?

Idea jest ta sama, ale to miej­sce z zupeł­nie nową energią. 

Chcie­li­by­śmy, żeby Dom Uto­pii stał się rodza­jem arty­stycz­ne­go think tan­ku, wymia­ny kom­pe­ten­cji pomię­dzy widza­mi i arty­sta­mi. Miej­sce na swo­je dzia­ła­nia znaj­dą w nim zarów­no miesz­kań­cy Nowej Huty i lokal­ne orga­ni­za­cje poza­rzą­do­we, jak i artyści.

Klu­czo­wy­mi sło­wa­mi w myśle­niu o tym miej­scu są dla mnie sło­wa: dom, dia­log i zaufanie.

W naszych dzia­ła­niach będzie­my nawią­zy­wać do histo­rii Nowej Huty, ale będzie­my to robić w spo­sób twór­czy. Te nawią­za­nia do histo­rii widać wyraź­ne zarów­no w aran­ża­cji wnę­trza, jak i ele­wa­cji budyn­ku, na któ­rą się skła­da m.in. stal i duże okna, któ­re otwie­ra­ją budy­nek na Zalew Nowo­huc­ki. Stal nawią­zu­je do histo­rii Kombinatu.

Nowa Huta

Co kon­kret­nie znaj­dzie się w budyn­ku Domu Utopii?

Dom Uto­pii skła­da się z cze­rech kon­dy­gna­cji, któ­re na pozio­mie idei moż­na okre­ślić jako: dzia­ła­nie, myśle­nie, współ­od­czu­wa­nie i zamieszkanie.

Znaj­dą się tam m.in. pra­cow­nie rze­mieśl­ni­cze i mul­ti­me­dial­ne, sale spo­tkań, ale też sala fit­ness i miesz­ka­nia dla rezydentów.

Dom Uto­pii będzie się rów­nież wyróż­niał użyt­ko­wym dachem z mini­ma­li­stycz­nym ogro­dem i fontanną.

Dodaj­my, że nie będzie to zwy­czaj­na fontanna. 

To praw­da. Umie­ści­my tam „Fon­tan­nę przy­szło­ści” z 2014 roku, czy­li postać sika­ją­ce­go Leni­na, o któ­rej sze­ro­ko pisa­ła zagra­nicz­na prasa.

Zasta­na­wiam się, w jaki sposób sale fit­ness łączy się z dzia­ła­nia­mi artystycznymi? 

Kon­cep­cja prze­strze­ni Dom Uto­pii odwo­łu­je się do holi­stycz­nej wizji czło­wie­ka i jego roz­wo­ju. Łączy roz­wój ducho­wy i inte­lek­tu­al­ny ze świa­do­mo­ścią cia­ła i jego kon­dy­cją. Świa­do­mość kształ­to­wa­nia jako­ści życia będzie bar­dzo waż­nym ele­men­tem spo­tkań arty­stów z miesz­kań­ca­mi Nowej Huty. Będzie­my poszu­ki­wać głęb­szych wię­zi mię­dzy sztu­ką a życiem codziennym.

Nie ma tu żad­nej sprzecz­no­ści z dzia­ła­nia­mi arty­stycz­ny­mi. Prze­ciw­nie, uwa­żam, że ruch może pobu­dzać do twór­cze­go działania.

Zale­ży nam na wypra­co­wa­niu nowe­go języ­ka sztu­ki. Dom Uto­pii ma się stać pew­ne­go rodza­ju labo­ra­to­rium nowych war­to­ści este­tycz­nych, postaw i rela­cji. Wpro­wa­dzać do sztu­ki współ­cze­snej ele­men­ty życia codzien­ne­go, w taki spo­sób, aby te dwie sfe­ry się przenikały.

Wróćmy jesz­cze na chwi­lę do Leni­na i Fon­tan­ny Przy­szło­ści, która znaj­dzie się na dachu Domu Uto­pii. Skąd taki pomysł?

Postać sika­ją­ce­go Leni­na dosko­na­le wpi­su­je się w kon­cep­cję uto­pij­ne­go projektu.

Jest meta­fo­rą, któ­ra przy­po­mi­na o tym, że powin­ni­śmy czy­tać Nową Hutę na nowo. Nie moż­na o niej cią­gle opo­wia­dać jak o skan­se­nie PRL‑u, w któ­rym nie­ustan­nie przy­po­mi­na się o idei socja­li­zmu, pomni­ku Leni­na i Kombinacie.

Pomnik Leni­na koja­rzy się z apa­ra­tem repre­sji, ale jeśli potrak­tu­je­my go humo­ry­stycz­nie, to nada­my mu nowe zna­cze­nie. Wypie­ra­nie go z histo­rii Nowej Huty nie ma sen­su. Im bar­dziej pró­bu­je­my coś wyprzeć i zama­zać, tym więk­szy wpływ ma to na nasze życie. Sika­ją­cy Lenin jest meta­fo­rą wyzwa­la­nia się z kosz­ma­rów prze­szło­ści. Oswa­ja­nia demo­nów historii.

Fontanna Przyszłości

Jed­ną z pierw­szych decy­zji, jaką pod­ję­łaś pod­czas remon­tu budyn­ku, było usu­nię­cie ogro­dze­nia. Dlaczego?

Zale­ży mi na tym, żeby Dom Uto­pii był otwar­tym miej­scem. Takim, do któ­re­go Nowo­hu­cia­nie będą mogli wstą­pić pod­czas zwy­kłe­go spa­ce­ru: usiąść na ław­ce, wejść do budyn­ku, poczy­tać książ­kę, wypić kawę, poroz­ma­wiać. Taka wizy­ta nie będzie się musia­ła wią­zać z kon­kret­nym dzia­ła­niem czy warsz­ta­ta­mi. Ogro­dze­nie sta­no­wi pew­ne­go rodza­ju barie­rę. Z zało­że­nia jest to barie­ra fizycz­na, ale w jakimś wymia­rze sta­je się ona rów­nież barie­rą men­tal­ną. Sygna­łem, że budy­nek speł­nia ści­śle okre­ślo­ne funk­cje, a w związ­ku z tym jest dostęp­ny tyl­ko dla wybranych.

Wspo­mnia­łaś, że klu­czo­wym sło­wem w myśle­niu o tym miej­scu jest sło­wo „dom”. Co to znaczy? 

W two­rze­niu tego miej­sca od począt­ku towa­rzy­szy­ły mi hasła: „Dom, w któ­rym czu­jesz. Dom, w któ­rym myślisz. Dom, w któ­rym działasz”.

Dom koja­rzy się z bar­dzo kon­kret­nym miej­scem w prze­strze­ni. Punk­tem, z któ­re­go wyru­sza­my i do któ­re­go wra­ca­my. W moim odczu­ciu jest on przede wszyst­kim miej­scem budo­wa­nia relacji.

To nie jest wyłącz­nie prze­strzeń fizycz­na, ale rów­nież emo­cjo­nal­na. Prze­strzeń, w któ­rej ludzie są razem, budu­ją wspól­no­tę, a tego nie da się zro­bić bez empa­tii. Uwa­żam, że to wła­śnie ona jest warun­kiem stwo­rze­nia domu, w któ­rym czu­je­my się kom­for­to­wo i bez­piecz­nie. Bez niej dom jest tyl­ko miej­scem. Podob­nym do wie­lu innych miejsc.

Z dru­giej stro­ny dom powi­nien inspi­ro­wać, być miej­scem do indy­wi­du­al­nej kre­acji, jak mawiał Oskar Han­sen: „Być sku­tecz­nym narzę­dziem do oddzia­ły­wa­nia wizualnego”.

Jak to rozumiesz?

Dom Uto­pii ma zapew­nić użyt­kow­ni­kom róż­no­rod­ność wra­żeń, ale też dać poczu­cie, że są współ­twór­ca­mi tego miej­sca, że mogą wnieść do nie­go swo­ją ener­gię i pomy­sły. Zosta­wić w nim swój wła­sny ślad. Wszy­scy „domow­ni­cy” będą mogli prze­by­wać w tej prze­strze­ni na rów­nych prawach.

Ta wizja „For­my Otwar­tej” leża­ła u pod­staw myśle­nia o per­spek­ty­wie roz­wo­ju tego miej­sca. Cho­dzi przede wszyst­kim o pobu­dza­nie wyobraź­ni. Poka­zy­wa­nie, że ela­stycz­ność w prze­strze­ni może być stre­fą roz­wo­ju człowieka.

W histo­rii Nowej Huty były już takie nowa­tor­skie pro­jek­ty, w których wszy­scy „domow­ni­cy” byli na równych pra­wach. Moż­na powie­dzieć, że cała Nowa Huta była takim pro­jek­tem, ale – jak wie­my – reali­za­cja tej wizji skoń­czy­ła się niepowodzeniem.

Myślę, że jed­nym z powo­dów tego nie­po­wo­dze­nia była pro­pa­gan­da wyści­gu, któ­ra jest sprzecz­na z ideą indy­wi­du­al­ne­go odpo­czyn­ku po pra­cy. Ludzie chcie­li mieć czas dla sie­bie, chcie­li mieć prze­strzeń, któ­ra była­by tyl­ko ich wła­sna, a nie kolektywna.

Dom Utopii widok z góry

Zanim roz­po­czął się remont, budy­nek miał swo­je szkol­ne życie po życiu. 

To praw­da. W lutym 2017 roku w opusz­czo­nych salach lek­cyj­nych roz­po­czął się pro­jekt „Szko­ła Uto­pii”, któ­re­go auto­ra­mi byli Marek Chlan­da i jego syn Marcin. 

Pierw­szy jest arty­stą wizu­al­nym. Dru­gi sce­no­gra­fem. Na kil­ka­na­ście mie­się­cy daw­na prze­strzeń szko­ły z pusto­sta­nu prze­isto­czy­ła się w przed­miot badań, mate­riał do recy­klin­gu, ideę. Rok póź­niej Mag­da Szpecht wyre­ży­se­ro­wa­ła w tej prze­strze­ni spek­takl „Ostat­nie zwie­rzę­ta”. Moż­na więc powie­dzieć, że budy­nek był żywym miej­scem, odkąd go prze­ję­li­śmy, a nie od cza­su, kie­dy roz­po­czął się remont.

Kon­cep­cje wizu­al­ne Mar­ka Chlan­dy i jego syna zosta­ły wyko­rzy­sta­ne m.in. w aran­ża­cji prze­strze­ni Domu Utopii.

Pierw­szym pro­jek­tem, jaki 16 lat temu zaini­cjo­wa­li­ście w Łaź­ni Nowej, był pro­jekt „Miesz­kam tu”. Jaki będzie pierw­szy pro­jekt Domu Utopii?

W 2004 roku zachę­ci­li­śmy Nowo­hu­cian, żeby przy­nie­śli do Łaź­ni przed­mio­ty, któ­re mają dla nich szcze­gól­ne zna­cze­nie i opo­wie­dzie­li zwią­za­ne z nimi histo­rie. Na pod­sta­wie tych opo­wie­ści powsta­ło pięć jed­no­ak­tó­wek, któ­re zło­ży­ły się na spek­takl wyre­ży­se­ro­wa­ny przez Jac­ka Papi­sa pt. „Miesz­kam tu”.

Do pierw­sze­go pro­jek­tu w Domu Uto­pii zapro­si­li­śmy akto­rów ama­to­rów z Nowej Huty, któ­rzy współ­pra­cu­ją z Łaź­nią od począt­ku jej ist­nie­nia. Moż­na więc powie­dzieć, że w jakimś sen­sie powtó­rzy­my gest sprzed 16 lat. Pro­jekt, będzie nosił tytuł „Arche­olo­gia Codzien­no­ści” i zosta­nie na sta­łe wpi­sa­ny do pro­gra­mu Domu Utopii.

Może­my o nim opo­wie­dzieć?

W Arche­olo­gii Codzien­no­ści – jak sama nazwa wska­zu­je – będzie­my kła­dli nacisk na odkry­wa­nie codzien­no­ści. Szu­ka­nie w niej nowych sensów.

W pro­gra­mie znaj­dą się m.in. warsz­ta­ty w pra­cow­niach arty­stycz­nych, ale waż­nym ele­men­tem będzie też wyj­ście w mia­sto, pozna­wa­nie ludzi, któ­rzy to mia­sto zamiesz­ku­ją, two­rze­nie wspól­nych pro­jek­tów i insta­la­cji, któ­re sta­ną się trwa­łym ele­men­tem nowo­huc­kie­go pejzażu.

O tym, co się będzie dzia­ło w pierw­szej odsło­nie Arche­olo­gii, nie chcę na razie za dużo mówić, bo jed­nym z ele­men­tów tego dzia­ła­nia ma być zaskoczenie.

Kolej­nym waż­nym pro­jek­tem Domu Uto­pii będzie Uni­wer­sy­tet Patrze­nia Teatrem.

Kim będą nauczy­cie­le i ucznio­wie tego uniwersytetu?

Będzie­my w nim korzy­stać z doświad­czeń, jakie Łaź­nia zebra­ła w cią­gu 16 lat swo­je­go ist­nie­nia. W tym cza­sie w jej orbi­cie poja­wi­ło się bli­sko 600 arty­stów: akto­rów, reży­se­rów, sce­no­gra­fów, cho­re­ogra­fów, auto­rów muzy­ki, reży­se­rów świa­teł itd. Wśród nich były tak zna­ne nazwi­ska, jak Kry­stian Lupa, Jan Peszek czy Jerzy Stuhr, ale też bar­dzo mło­dzi arty­ści, któ­rzy sta­wia­li w teatrze swo­je pierw­sze kroki.

Chce­my wyko­rzy­stać poten­cjał i wie­dzę tych ludzi, żeby stwo­rzyć miej­sce wymia­ny doświad­czeń na polu rze­mio­sła teatral­ne­go. Roz­sze­rzyć to poję­cie w kon­tek­ście sztu­ki współ­cze­snej i nowych spo­so­bów komu­ni­ko­wa­nia się z widzem.

Jak będą wyglą­da­ły takie zajęcia?

Łaź­nia ma fan­ta­stycz­ne zaple­cze tech­nicz­ne do ope­ro­wa­nia środ­ka­mi teatral­ny­mi. Zamie­rza­my je wyko­rzy­stać. „Ucznio­wie” Uni­wer­sy­te­tu Patrze­nia Teatrem zyska­ją nie tyl­ko wie­dzę teo­re­tycz­ną na temat róż­nych dzia­łań arty­stycz­nych i pro­ce­su two­rze­nia spek­ta­kli, ale dowie­dzą się rów­nież, w jaki spo­sób te pro­ce­sy są realizowane.

Pro­gram Uni­wer­sy­te­tu Patrze­nia Teatr będzie skie­ro­wa­ny przede wszyst­kim do sce­no­gra­fów, kostiu­mo­lo­gów, reali­za­to­rów świa­teł i wideo, cho­re­ogra­fów, gar­de­ro­bia­nych, rekwi­zy­to­rów, maszy­ni­stów, a tak­że pro­du­cen­tów i inspi­cjen­tów. Staż będą mogli odby­wać wszy­scy, w zależ­no­ści od zain­te­re­so­wa­nia daną dzie­dzi­ną. Zacznie­my powo­li i stop­nio­wo będzie­my roz­sze­rzać swo­je dzia­ła­nia. Wszyst­ko zale­ży od tego, jakie wspar­cie finan­so­we uda nam się pozy­skać od mia­sta na reali­za­cje tych planów.

Rozu­miem, że „ucznia­mi” UPT w pierw­szej kolej­no­ści będą ludzie, którzy już dzia­ła­ją w teatrze i chcie­li­by posze­rzyć swo­ją wie­dzę?

Nie tyl­ko. Z warsz­ta­tów i spo­tkań UPT będą mogli rów­nież korzy­stać miło­śni­cy teatru, któ­rzy nie są z nim bez­po­śred­nio zwią­za­ni. Pod­czas zajęć dowie­dzą się m.in. tego, że spek­ta­kle teatral­ne nie powsta­ją dzię­ki „magii”, tyl­ko dzię­ki pra­cy kon­kret­nych osób i pro­ce­som, któ­re moż­na zdefiniować.

Uwa­żam, że te pro­ce­sy powin­ny być otwar­te i komu­ni­ko­wal­ne. W ten spo­sób widzo­wie mogą zyskać wie­dzę, dzię­ki któ­rej sta­ną się bar­dziej świa­do­my­mi odbior­ca­mi sztuki.

Może­my zdra­dzić jakieś nazwi­ska wykła­dowców UPT?

Nie będzie­my się ogra­ni­czać wyłącz­nie do teatru. Na liście naszych wykła­dow­ców znaj­dą się rów­nież kura­to­rzy zwią­za­ni z Bulwar[t]em Sztu­ki. Tacy jak Łukasz Macie­jew­ski, któ­ry pro­wa­dzi Aka­de­mię Fil­mu Pol­skie­go, ope­ra­tor i reży­ser – Mar­cin Koszał­ka, reży­ser Michał Busze­wicz, któ­ry pro­wa­dzi sce­nę dla mło­dzie­ży, i Domi­nik Stry­char­ski, któ­ry jest muzy­kiem i kom­po­zy­to­rem muzy­ki teatralnej.

Do Domu Uto­pii będzie­my też zapra­szać eks­per­tów z dzie­dzin, któ­re nie są bez­po­śred­nio zwią­za­ne ze sztu­ką. Takich jak naukow­cy, filo­zo­fo­wie i spe­cja­li­ści zaj­mu­ją­cy się nowy­mi tech­no­lo­gia­mi. Uwa­żam, że teatr powi­nien wycho­dzić poza wła­sne ramy i rezo­no­wać z tym, co się aktu­al­nie dzie­je na świe­cie, w o wie­le szer­szym kontekście.

W Domu Uto­pii zna­la­zły się też pra­cow­nie rze­mio­sła arty­stycz­ne­go, m.in. cera­micz­na, tapi­cer­ska i kra­wiec­ka. Kto będzie pro­wa­dził te warsztaty?

Wśród pro­wa­dzą­cych znaj­dą się zarów­no rze­mieśl­ni­cy teatral­ni, jak i arty­ści, któ­rzy wyko­rzy­stu­ją rze­mio­sło do dzia­łań twórczych. 

Oso­by, któ­re będą bra­ły udział w warsz­ta­tach, dowie­dzą się m.in. w jaki spo­sób moż­na zasto­so­wać pew­ne tech­ni­ki arty­stycz­ne do potrzeb domo­wych. Jak same­mu wyko­nać zasta­wę, zro­bić gra­fi­kę ozdob­ną czy uszyć firan­ki albo narzu­tę na kana­pę, ale dowie­dzą się też, na czym pole­ga sztu­ka współ­cze­sna i prze­ko­na­ją, że oni rów­nież mogą być jej współtwórcami.

W warsz­ta­tach będą też mogły uczest­ni­czyć oso­by z dys­funk­cja­mi ruchu, wzro­ku, słu­chu i oso­by z nie­peł­no­spraw­no­ścią intelektualną. 

Czym prze­strzeń Domu Uto­pii różni się od prze­strze­ni Łaź­ni Nowej?

Two­rze­nie Łaź­ni i dosto­so­wy­wa­nie jej do potrzeb teatru było zupeł­nie innym pro­ce­sem. Zaczę­li­śmy tam funk­cjo­no­wać, kie­dy budy­nek był w ruinie. Prze­kształ­ca­li­śmy tę prze­strzeń stop­nio­wo, pro­wa­dząc rów­no­le­gle dzia­ła­nia artystyczne.

Dom Uto­pii jest zupeł­nie nową prze­strze­nią. Jej prze­kształ­ca­nie zaczę­li­śmy od remon­tu. Cho­ciaż – jak już wcze­śniej wspo­mnia­ły­śmy – odby­wa­ły się tam rów­nież dzia­ła­nia arty­stycz­ne, któ­re ten remont poprzedziły.

Łaź­nia Nowa wyraź­nie nawią­zu­je do kli­ma­tu PRL‑u. Znaj­du­ją się w niej m.in. meble i arte­fak­ty z tego okre­su. W Domu Uto­pii tego kli­ma­tu nie ma.

Budy­nek Domu Uto­pii nie jest budyn­kiem histo­rycz­nym. Ma zupeł­nie inną ener­gię. Inne są też funk­cje pomiesz­czeń. Przede wszyst­kim nie ma w nim sce­ny teatralnej.

Pro­jek­tu­jąc to miej­sce, sta­ra­łam się, żeby kom­for­to­wo czu­li się w nim zarów­no miesz­kań­cy Nowej Huty, jak i arty­ści, któ­rzy przy­ja­dą z róż­nych stron świata.

To miej­sce ma łączyć prze­szłość, teraź­niej­szość i przy­szłość. Dla­te­go tak waż­ne jest dla mnie pyta­nie o to, jakim miej­scem jest dzi­siaj Nowa Huta? Kim są ludzie, któ­rzy w niej współ­cze­śnie miesz­ka­ją? Dla­cze­go zde­cy­do­wa­li się tutaj zostać albo zamiesz­kać? Jakie są ich ocze­ki­wa­nia, wobec tego miej­sca? Za czym tęsk­nią, o czym marzą?

Po 16 latach dzia­łal­no­ści w Nowej Hucie nadal uwa­żam, że to miej­sce ma bar­dzo wie­le do zaofe­ro­wa­nia. Kra­ków może Hucie pozaz­dro­ścić nie tyl­ko zie­le­ni, ale rów­nież lokal­nych akty­wi­stów i pręż­nie dzia­ła­ją­cych orga­ni­za­cji pozarządowych.

To wła­śnie akty­wistów i przed­sta­wi­cie­li orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych zapro­si­li­ście do Domu Uto­pii w pierw­szej kolej­no­ści. Jesz­cze przed ofi­cjal­nym otwarciem.

Uwa­żam, że ci ludzie są ogrom­ną war­to­ścią Nowej Huty. Mają real­ny wpływ nie tyl­ko na to, jak ta dziel­ni­ca wyglą­da, ale rów­nież czym żyje. Two­rząc Dom Uto­pii, od począt­ku chcie­li­śmy, żeby orga­ni­za­cje poza­rzą­do­we zna­la­zły w nim prze­strzeń na wła­sne dzia­ła­nia. Myśli­my już o pierw­szych wspól­nych pro­jek­tach. Liczę na to, że mia­sto będzie wspie­rać te inicjatywy.

Nie oba­wiasz się, że odda­le­nie od cen­trum Kra­ko­wa może spra­wić, że Dom Uto­pii sta­nie się miej­scem, w którym będą dzia­łać wyłącz­nie Nowo­hu­cia­nie i zapro­sze­ni przez Was artyści?

Kie­dy w 2005 roku zaczy­na­li­śmy z Bar­to­szem two­rze­nie Łaź­ni, mie­li­śmy poczu­cie, że Nowa Huta jest wyspą, któ­ra może nas ska­zać na arty­stycz­ną izo­la­cję. I tak się fak­tycz­nie sta­ło. Przez pierw­sze czte­ry lata Kra­ków miał do nas dale­ko, ale kie­dy na hory­zon­cie poja­wił się Mię­dzy­na­ro­do­wy Festi­wal Teatral­ny Boska Kome­dia, któ­re­go Bar­tosz jest dyrek­to­rem arty­stycz­nym, ta odle­głość prze­sta­ła mieć jakie­kol­wiek zna­cze­nie. Nagle zaczął do nas przy­jeż­dżać nie tyl­ko Kra­ków, ale naj­wy­bit­niej­si twór­cy teatral­ni z całej Polski.

Wie­rzę, że dzię­ki nowa­tor­skim pro­jek­tom Dom Uto­pii rów­nież sta­nie się istot­nym miej­scem na kul­tu­ral­nej mapie Pol­ski, a arty­ści, któ­rzy tutaj przy­ja­dą, doce­nią poten­cjał twór­czy Nowej Huty i jej mieszkańców.

Zwień­cze­niem wspólnych dzia­łań w Domu Uto­pii ma być Bien­na­le Nowo­huc­kie.  Co się kry­je za tą nazwą

Szcze­gó­ły doty­czą­ce tego pro­jek­tu zdra­dzi­my jesie­nią, kie­dy będzie­my pre­zen­to­wać pro­gram DU. Na razie powiem tyl­ko tyle, że chce­my orga­ni­zo­wać co dwa lata mię­dzy­na­ro­do­wy festi­wal, któ­ry będzie pre­zen­to­wał efek­ty pra­cy arty­stów i współ­dzia­ła­ją­cych z nimi miesz­kań­ców. Nowo­hu­cia­nie będą gospo­da­rza­mi tego wydarzenia.

Tema­ty­ka festi­wa­lu będzie bar­dzo róż­na – od zwy­kłych histo­rii dnia codzien­ne­go, opo­wia­da­ją­cych o życiu i ini­cja­ty­wach blo­ko­wych, do dużych pro­jek­tów arty­stycz­nych, któ­re – mam nadzie­ję – odbi­ją się sze­ro­kim echem nie tyl­ko w Polsce.

Miesz­kań­cy NH, pod okiem zawo­do­wych arty­stów, przy­go­tu­ją spek­ta­kle, fil­my, wysta­wy i róż­ne­go rodza­ju per­for­man­ce. Nie będzie­my się w naszych dzia­ła­niach ogra­ni­czać wyłącz­nie do budyn­ku Domu Uto­pi. Poja­wi­my się rów­nież w prze­strze­ni miasta.

Liczy­my na to, że Bien­na­le Nowo­huc­kie przy­cią­gnie nie tyl­ko miesz­kań­ców Nowej Huty, ale rów­nież turystów.

Skąd pew­ność, że miesz­kań­cy Nowej Huty będą chcie­li się anga­żo­wać w wasze dzia­ła­nia artystyczne? 

Od począt­ku naszej dzia­łal­no­ści sta­ra­li­śmy się włą­czać w dzia­ła­nia Łaź­ni lokal­nych miesz­kań­ców, stąd m.in. pomysł na zaan­ga­żo­wa­nie w spek­ta­kle akto­rów ama­to­rów. W tym samym cza­sie zaini­cjo­wa­li­śmy wie­le akcji arty­stycz­nych i spo­łecz­nych, któ­re owo­cu­ją do dzi­siaj. Część akty­wi­stów, o któ­rych była wcze­śniej mowa, zara­zi­ło się pasją spo­łecz­ne­go dzia­ła­nia pod­czas pro­jek­tu „Łaź­nio­ak­tyw­ni”.

Ludzie, któ­rzy nie zna­ją zbyt dobrze histo­rii Nowej Huty, koja­rzą to miej­sce przede wszyst­kim z Kom­bi­na­tem i robot­ni­ka­mi. Nadal nie­wie­le się mówi o tym, że w Nowej Hucie odby­wa­ło się wie­le dzia­łań arty­stycz­nych. W latach 50. na os. Szkol­nym 25 – a więc pod adre­sem, pod któ­rym dzi­siaj mie­ści się Łaź­nia – dzia­łał pierw­szy ama­tor­ski teatr: Teatr Nurt, stwo­rzo­ny przez robot­ni­ków budu­ją­cych Nową Hutę. Wspól­ny­mi siła­mi zbu­do­wa­li barak, któ­ry mógł pomie­ścić ponad 200 osób. Robi­li to kosz­tem swo­je­go wol­ne­go cza­su. Zespo­łem opie­ko­wał się Jan Kur­czab, któ­ry był rów­no­cze­śnie kie­row­ni­kiem arty­stycz­nym i reży­se­rem Nur­tu. Spek­ta­kle cie­szy­ły się tak dużą popu­lar­no­ścią, że bra­ko­wa­ło wol­nych miejsc.

Takich ini­cja­tyw w latach 50. było w Nowej Hucie znacz­nie więcej. 

To praw­da. Myślę, że powin­ni­śmy przy­po­mi­nać o teatrach, kinach, domach kul­tu­ry i arty­stach, któ­rzy się na tym tere­nie osie­dla­li i two­rzy­li. Prze­cież orga­ni­zo­wa­no tu m.in. kur­sy gra­ficz­ne, pla­sty­ki i rzeź­by. Był zespół bale­to­wy i zespo­ły recy­ta­tor­skie. Latem w prze­strze­ni mia­sta orga­ni­zo­wa­no pro­jek­cje fil­mo­we i potań­ców­ki, na któ­rych gra­li muzy­cy z Nowej Huty. Wie­lu mło­dych juna­ków uczęsz­cza­ło na zaję­cia ze stu­den­ta­mi Aka­de­mii Sztuk Pięknych.

Chce­my przy­po­mnieć tę część histo­rii i nawią­zać do niej w naszych dzia­ła­niach.  Pod­pi­sa­li­śmy m.in. umo­wę o współ­pra­cy kra­kow­skiej ASP z Domem Utopii.

Cze­go ty sama ocze­ku­jesz od tego miejsca?

Chcia­ła­bym zro­bić uży­tek z tych wszyst­kich doświad­czeń, któ­re zebra­li­śmy z Bar­to­szem w Nowej Hucie i nie tylko.

Poka­zu­ją one, że w każ­dym czło­wie­ku jest potrze­ba twór­czych dzia­łań. Gdy jeste­śmy dzieć­mi, wyda­je się ona czymś natu­ral­nym. Nie­ste­ty szko­ła nie sprzy­ja temu, żeby tę potrze­bę roz­wi­jać. Póź­niej wpa­da­my w wir pra­cy i wypie­ra­my rze­czy, o któ­rych wcze­śniej marzy­li­śmy. Ktoś chciał malo­wać albo zająć się cera­mi­ką, ktoś inny pisać poezję albo opo­wia­da­nia, jesz­cze ktoś inny chciał spró­bo­wać swo­ich sił w teatrze. Z cza­sem więk­szość z tych osób uzna­ła, że sztu­ka jest tyl­ko dla arty­stów, a pozo­sta­li są ska­za­ni na pro­zę codzienności.

Dom Uto­pii będzie łamał ste­reo­ty­po­we myśle­nie na temat sztu­ki. To nie będzie miej­sce wyłącz­nie dla arty­stów. Przy­jem­ność ze sztu­ki będzie mógł tutaj czer­pać każ­dy, kto poczu­je taką potrze­bę. Wie­rzę, że chęt­nych będzie o wie­le wię­cej niż miejsc, któ­re będzie­my w sta­nie zapewnić.

Małgorzata Szydłowska

Mał­go­rza­ta Szy­dłow­ska – sce­no­graf­ka, wice­dy­rek­tor Teatru Łaź­nia Nowa ds. pro­duk­cji teatral­nych, dyrek­tor ds. Domu Uto­pii – Mię­dzy­na­ro­do­we­go Cen­trum Empa­tii. Absol­went­ka sce­no­gra­fii Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych w Kra­ko­wie. Autor­ka nowa­tor­skiej kon­cep­cji prze­bu­do­wy i adap­ta­cji post­in­du­strial­nej prze­strze­ni hal warsz­ta­tów szkol­nych na potrze­by Teatru Łaź­nia Nowa oraz aran­ża­cji jego wnętrz i scen. Zapro­jek­to­wa­ła sce­no­gra­fię i kostiu­my do kil­ku­dzie­się­ciu spek­ta­kli wysta­wia­nych w teatrach dra­ma­tycz­nych, ope­ro­wych i muzycz­nych w Pol­sce i za gra­ni­cą. Two­rzy insta­la­cje, wysta­wy i pro­jek­ty mul­ti­me­dial­ne. Pomy­sło­daw­czy­ni i kura­tor­ka cyklu edu­ka­cyj­ne­go „Myślą­ca ręka”, reali­zo­wa­ne­go w Teatrze im. Juliu­sza Sło­wac­kie­go w Kra­ko­wie. Kura­tor­ka i autor­ka aran­ża­cji wysta­wy „Myślą­ca ręka”, zre­ali­zo­wa­nej w Domu Rze­miosł Teatral­nych w Krakowie.

#newsletter
Bądź na bieżąco