Tramwaj pełen świerszczy

Rozmowa z Rafałem Mazurem na temat cyklu Koncertów Głębokiego Słuchania i nie tylko. 

Małgorzata Wach: Słuchanie to… 

Rafał Mazur: Wyrafinowany sposób doświadczania rzeczywistości. Szczególnie jeśli jest to słuchanie głębokie i świadome. 

Od kilku miesięcy współpracujesz z Domem Utopii – Międzynarodowym Centrum Empatii w Krakowie. Podczas dwóch wakacyjnych miesięcy odbywał się tam Bulwar[t] Sztuki, w ramach którego zrealizowano ponad 90 wydarzeń kulturalnych, wśród nich m.in. prowadzone przez Ciebie Koncerty Głębokiego Słuchania. Opowiedz o tym projekcie. 

Słowo „koncert” w tym przypadku nieco odbiega od jego tradycyjnej definicji. Ponieważ nie były to koncerty w klasycznym tego słowa znaczeniu. Nie było z nami muzyków ani instrumentów. Wsłuchiwaliśmy się w dźwięki, które „skomponowało” dla nas… miasto, a konkretnie Nowa Huta, w przestrzeni której te koncerty się odbywały. 

Co można było usłyszeć podczas tych spotkań? 

W sumie zorganizowaliśmy osiem koncertów, które odbyły się w różnych punktach Nowej Huty. Wybraliśmy je pod kątem dźwiękowej różnorodności. Nasłuchiwaliśmy m.in. dźwięków płynących z placu Centralnego i audiosfery kopca Wandy, wieczornych rozmów na dachu Domu Utopii i „Trzepotu skrzydeł nad Dłubnią” o piątej nad ranem, czyli w momencie, kiedy natura budzi się do życia. Wybraliśmy się też na łąki i nad Zalew Nowohucki, a dzięki hydrofonowi mogliśmy również sprawdzić co słychać w Zalewie. 

„Hydro-symfonia”, Koncert Głebokiego Słuchania, lipiec 2022, fot. Dominik Stanisławski / Dom Utopii

I? 

Podobnie jak nad powierzchnią wody, tak i pod nią wyraźnie słychać obecność człowieka. W tym m.in. zaprojektowane przez niego fontanny. Koncert odbył się pod hasłem „Hydrosymfonia” i jednym z jego elementów było wypłynięcie kajakami na Zalew, dzięki czemu doznania akustyczne były o wiele silniejsze. 

Podczas wszystkich koncertów korzystaliśmy z mikrofonów o charakterystyce dookulnej, mikrofonów kierunkowych i słuchawek bezprzewodowych, które dawały możliwość swobodnego słuchania i przemieszczania się podczas koncertów. Dzięki temu uczestnicy mogli się zagłębić w audiosferze, która ich otaczała w każdym z tych miejsc.

Czym jest głębokie słuchanie? 

Głębokie Słuchanie (Deep Listening) to model słuchania wykształcony przez amerykańską kompozytorkę Pauline Oliveros, w wyniku obserwacji, że ludzie – choć mają ku temu wszelkie możliwości – nie słuchają i ignorują większość otaczających ich dźwięków, aczkolwiek obecnie termin ten nie odnosi się już tylko do praktyk wypracowanych przez Oliveros, lecz generalnie do uważnego, świadomego i pogłębionego doświadczania otoczenia dźwiękowego.

Słuchamy tak, jak nauczyliśmy się słuchać. Cykl naszych koncertów był próbą wyjaśnienia jaka jest różnica między słyszeniem, a słuchaniem oraz próbą zachęcenia do nauki słuchania w sposób głębszy i uważniejszy. Każdy z koncertów został poprzedzony opowieścią na temat różnych aspektów słuchania. Wykonywaliśmy proste ćwiczenia, które pomagają w głębszym i bardziej świadomym słuchaniu.  

Koncerty były podzielone na trzy części. W pierwszej prosiłem, aby uczestnicy postarali się przez 10 minut słuchać uważnie, dźwięków które ich otaczają, a szczególnie tych które zazwyczaj ignorują w codziennym pośpiechu. W drugiej części nakładaliśmy słuchawki i dzięki mikrofonom mogliśmy doświadczyć tzw. słuchania bliskiego – perspektywa dźwiękowa świata się wówczas zmienia, mikrofony wydobywają na wierzch dźwięki, których istnienia nie byliśmy świadomi. W ten sposób słuchaliśmy około 20 minut. W trzeciej części, która – z punktu widzenia nauki słuchania – była w moim odczuciu najważniejsza, ściągaliśmy słuchawki i próbowaliśmy odnaleźć dźwięki, które usłyszeliśmy podczas bliskiego słuchania, a których większość uczestników, prawdopodobnie nie słyszała przed założeniem słuchawek. I to był punkt zwrotny! Podczas krótkich rozmów podsumowujących każdy z koncertów, większość osób mówiła, że dzięki mikrofonom i słuchawkom, udało im się usłyszeć to, co wcześniej było niesłyszalne. Rzeczywistość dźwiękowa nabrała dla nich głębi. 

Podczas tych spotkań wielokrotnie podkreślałeś, że „przyszłość jest słuchaniem”. Co to znaczy? 

Nasza kultura wywodząca się z regionu Morza Śródziemnego, wypracowała cały aparat poznawczy w oparciu o działanie zmysłu wzroku, w efekcie czego nasza kultura jest kulturą okulocentryczną. Obraz świata, który powstał w oparciu o nią przyczynił się do olbrzymiego kryzysu. Nie tylko w obszarze kultury, ale również w wymiarze ekologicznym, klimatycznym i politycznym, aby się z tym kryzysem zmierzyć konieczne jest przesunięcie pewnych paradygmatów. 

Chciałbym, żebyśmy zastanowili się nad możliwością zbudowania kultury audiocentrycznej, czyli takiej, w której system poznawczy wyprowadzony jest ze sposobu działania zmysłu słyszenia. Są filozofowie, którzy już pracują nad tzw. sonic philosophy albo audio art filozofii, jak Salome Voegelin z Londynu, czy Christoph Cocx z Nowego Jorku. To są ruchy, które mówią, że kultura mogłaby funkcjonować inaczej, gdybyśmy zrobili przesunięcie w paradygmacie z oka na ucho. 

Tak naprawdę ten zwrot już się rozpoczął i jest nazywany zwrotem audytywnym w kulturze, czyli wzrostem znaczenia słuchania. 

Co się stało impulsem do zmiany?

Ten zwrot jest związany przede wszystkim z rozwojem technologii rejestracji i odtwarzania dźwięku. Dzięki niej możemy nagrywać muzykę, możemy ją przy sobie nosić i w dowolnym momencie odtwarzać. Muzyka staje się wszechobecna i towarzyszy nam w codzienności. Już nie jest dostępna wyłącznie w miejscach do tego przeznaczonych i niezależnie od tego, czy muzycy mają ochotę ją dla nas zagrać, czy nie.  

Głębokie słuchanie jest jednak czymś więcej niż słuchanie muzyki… 

Już w XX wieku przekroczyliśmy granicę działań muzycznych. W tej chwili dotyczy to dźwięku i słuchania w bardzo wielu aspektach. Widzę w tym ruchu pewną analogię do kwestii, które badałem podczas mojego doktoratu. Zajmowałem się w nim chińskimi, filozoficznymi praktykami dźwiękowymi, które nota bene porównałem ze współczesnymi praktykami wykształconymi na Zachodzie

Starożytni filozofowie chińscy zajmujący się muzyką, twierdzili, że przedmiotem praktyk dźwiękowych jest słuchanie, tzn. organizowanie dźwięku za pomocą ucha. To my decydujemy o tym, co słyszymy i jak słyszymy. Właśnie to powiedział kompozytor Brian Ino uczestniczący w zwrocie audytywnym, że dźwięk organizują nie kompozytorzy, tylko słuchacze. Powiedział mniej więcej: „skoro muzyka jest zorganizowanym dźwiękiem, a wy ten dźwięk organizujecie, to wy tworzycie muzykę”.

I taki właśnie był jeden z celów Koncertów Głębokiego Słuchania – pokazanie w jaki sposób możemy ćwiczyć świadome organizowanie dźwięku – słuchania dźwięków, które nas otaczają.

„Lody z Włodzimierzem”, Koncert Głebokiego Słuchania, lipiec 2022, fot. Dominik Stanisławski / Dom Utopii

Takiego słuchania można się nauczyć? 

Słuchanie jest czynnością. Nie jest bierne, a skoro jest czynnością, której można się nauczyć, to można ją też doskonalić. Ja, na przykład, staram się słuchać w taki sposób, żeby zanurzać się w wibracjach. Kiedy siedzę na koncercie mało mnie interesuje to, kto i w jaki sposób wydał dźwięk – nawiasem mówiąc coraz rzadziej bywam na koncertach – dźwięk porusza mnie w sposób fizyczny. Co do tego, jak ogromny wpływ ma on na nasze stany psychiczne nikt już chyba dzisiaj nie ma wątpliwości. Zawdzięczamy to m.in. takim dziedzinom nauki jak psychoakustyka czy ekologia akustyczna i innym, które badają wpływy środowiska dźwiękowego na dobrostan człowieka. Są też zaawansowane badania dotyczące modeli słuchania. 

Oprócz tego, że zajmujesz się muzyką i aktywnością dźwiękową – jak już wspomniałeś – Jesteś również filozofem. Jaki wpływ ma filozofia na Twoje myślenie o dźwięku? I odwrotnie, w jaki sposób dźwięk wpływa na praktykowanie przez Ciebie filozofii? 

Nie oddzielam mojej aktywności muzycznej od filozoficznej. Muzyka stała się dla mnie praktyką poznawczą. Kiedyś, zanim zająłem się filozofią, podobnie jak większość muzyków interesowałem się przede wszystkim muzyką i dźwięki, które nie były częścią muzyki, uważałem za dźwięki pozamuzyczne, czyli tzw. hałas. Kiedy zacząłem się zagłębiać w słuchanie, hałas stał się dla mnie materią muzyki. Dzisiaj już tego nie oddzielam. Na ten moment mogę powiedzieć, że zajmuje się aktywnością dźwiękową, bo to co robię nie mieści się w ramach czegoś, co nazywaliśmy dawniej muzyką. Jest w tym i coś z muzyki i coś z filozofii, ale też o wiele więcej.

Muzyk zainteresował się filozofią, czy filozof zainteresował się dźwiękiem? 

Od ponad 20 lat zajmuje się muzyką spontanicznie improwizowaną. Chińską filozofią zainteresowałem się głównie z powodu jej koncepcji spontaniczności. Odkryłem, że strategie działania zawarte w starożytnej filozofii taoistycznej, są – tak naprawdę – strategiami adaptacji spontanicznych. Zacząłem ten temat zgłębiać i tak mnie to zainteresowało, że napisałem na ten temat doktorat, na wydziale filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego. 

Okazało się, że w taoizmie jest zawarta niezwykle ciekawa koncepcja muzyki. Otóż, dla taoistów muzyką było wszystko co brzmi, a muzykowanie było sposobem słyszenia rzeczywistości. Słyszenie, które równocześnie było aktywnością dźwiękową służyło do osiągania pewnych stanów umysłu, które prowadziły do osiągania harmonii rozumianej jako współwibrowanie z resztą świata. O tym współwibrowaniu mówi m.in. jeden z wersów księgi Dao De Jing autorstwa Lao Tse: „Wielki dźwięk nie brzmi”. 

Wyjaśnisz co się za tym kryje?

Tego dokładnie nie wiadomo. Podobnie jak inne księgi chińskich mędrców, również i ta posiada nieograniczoną głębię aluzji, a co za tym idzie, daje nam również szerokie pole do interpretacji. Chińscy filozofowie pracują odwrotnie niż europejscy – nie dążą do precyzji i prawdy, tylko do mądrości.

Kiedy przeczytałem te słowa i zacząłem zgłębiać taoistyczną koncepcję muzyki, nagle otworzyło się przede mną słuchanie świata, czyli całej otaczającej nas rzeczywistości, a nie tylko wybranych dźwięków. Zacząłem to praktykować. Najpierw dość nieśmiało, ale w pewnym momencie postanowiłem się zająć field recordingiem – nagrywać otaczający mnie świat i współgrać z otaczającymi mnie dźwiękami. 

W ten sposób powstał m.in. projekt „Wielki dźwięk nie brzmi”. Taki sam tytuł nosi Twoja książka, w której piszesz o dźwięku w kontekście współczesnej filozofii i sztuki. Opowiedz o nich. 

Sam projekt dotyczy aktywności dźwiękowej, która na początku była po prostu serią moich solowych koncertów z podtekstem filozoficznym, mówiącym o poznawczych walorach słuchania. Grałem na przykład koncert pt. „Solo, ale nie w pojedynkę”, podczas którego otworzyłem okna i drzwi sali koncertowej, aby współdziałać z dźwiękami z zewnątrz. Następnie, w ramach tego projektu powstało działanie „Wandering the Sound(scape)” w ramach którego grałem już bezpośrednio z pejzażem dźwiękowym. W 2020 roku, podczas pandemii zrealizowałem projekt „Pięć spotkań z miastem” podczas którego na żywo improwizowałem muzykę w przestrzeni Nowej Huty. Wybrałem pięć lokalizacji m.in. Zalew Nowohucki, nowohuckie łąki i Plac Centralny. Robiłem również nagrania field recordingowe i instalacje dźwiękowe z którymi również grałem improwizując.

 Ostatnim działaniem w ramach projektu „Wielki Dźwięk nie brzmi” była instalacja dźwiękowa zaprezentowana w ramach serii wydarzeń „Polifonie” w Cricotece, która była poświęcona Odrze, z dominującymi dźwiękami tej rzeki. W ten sposób chcę zachęcać do tego, żeby słuchacze starali się słuchać nie mnie – bo ja tak naprawdę jestem tylko pretekstem – tylko wszystkiego co słychać dookoła nich.    

Jestem muzykiem, mam instrument i gram, ale wokół mnie jest też mnóstwo innych dźwięków. W czasie solowych koncertów z dźwiękami otoczenia grałem coraz ciszej, aż w końcu dotykałem strun tak delikatnie, że prawie w ogóle ich nie było słychać, a wszyscy nadal słuchali, bo to, czego doświadczyli nadal było dla nich interesujące. Dlatego chciałbym wszystkich zachęcić do tego, żeby zaczęli słuchać świata i razem z tym światem współwibrowali. 

To jest – moim zdaniem – jeden z najlepszych sposobów na współbycie z tym światem. Piszę o tym m.in. w swojej książce. Zachęcam do tego, żeby przesunąć akcent z oka na ucho. 

Co się wtedy stanie? 

Moim zdaniem paradygmat okulocentryczny ma w sobie zapisaną postawę niezaangażowanego zewnętrznego obserwatora. Stajemy się kimś zewnętrznym wobec pozaludzkiego świata i oczekujemy, że ten świat będziemy nam służyć, mogli go poznać przez obserwację bez angażowania się w niego. Wejście w przestrzeń dźwięku, pozwala nam się w tym świecie zanurzyć i stać się jego częścią. Opowiem Ci o jednym ze swoich najciekawszych doświadczeń dźwiękowych. 

„Wanda słucha Mittala” Koncert Głębokiego Słuchania, lipiec 2022, fot. Dawid Ścigalski

Bardzo proszę. 

Był środek lata. Piąta nad ranem. Zalew Nowohucki. Audiosfera była przejrzysta. Było słychać ptaki, szum wody i nagle pojawiły się dalekie dźwięki kolejki jeżdżącej po terenie dawnej Huty im. Sendzimira, czyli tam, gdzie w tej chwili jest Acerol Mittal. Doskonale znam ten dźwięk, bo moi rodzice byli kolejarzami i pociąg był jednym z najczęściej używanych przeze mnie w dzieciństwie środków transportu, ale w współbrzmieniu ze śpiewem ptaków i szumu wody brzmiał zupełnie inaczej. Stanowiły jedność. Byłem tym dźwiękiem bardzo poruszony. Co więcej, użyłem go w projekcie „Vibrating with the Grass”, w którym improwizowaliśmy do nagranego pejzażu dźwiękowego z amerykańską multiinstrumentalistką Jen Shyu i ona na ten dźwięk zwróciła uwagę – bardzo jej się podobał, ale nie mogła go rozpoznać. Była bardzo zaskoczona, kiedy jej powiedziałem co to jest. 

W głębokim słuchaniu nie chodzi o pojedyncze dźwięki, tylko o to, że kiedy je praktykujesz, to w pewnym momencie zaczynasz słuchać całości audiosfery, można powiedzieć: zaczynasz słuchać Wielkiego Dźwięku. Słyszysz, jak dźwięki tworzą strukturę wokół ciebie, to w jakiej są relacji i to jak zmieniają swoje kształty. Fascynujące doświadczenie!

Dostępne dla tzw. zwykłych słuchaczy? 

Oczywiście! Jak już wcześniej powiedziałem, słuchania można się nauczyć. Większość z nas korzysta ze sposobu słuchania, który jest pozostałością po czasach łowiecko-zbierackich. Nasłuchujemy czy nie zbliża się do nas jakieś niebezpieczeństwo i dość szybko rozpoznajemy dźwięki, które każą nam brać nogi za pas albo słuchamy muzycznie, czyli tylko wybranych dźwięków. Głębokie słuchanie, pozwala wsłuchać się w całe struktury dźwiękowe. I powtarzam, możemy kształtować to, w jaki sposób słuchamy – mam nadzieję, że tego właśnie nauczyli się uczestnicy Koncertów Głębokiego Słuchania.

Oczywiście nie każdy dźwięk jest możliwy do zidentyfikowania. Kiedy siedzę np. przed dwie godziny na łąkach nowohuckich i nagrywam, to nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich owadów, które się w tych nagraniach pojawiają. Gdyby ktoś dał je do zidentyfikowanie na podstawie dźwięku, to na pewno bym nie umiał tego zrobić. 

Pytanie, czy entomolodzy zajmujący się poszczególnymi gatunkami owadów byliby je wstanie rozpoznać po wydawanych przez nie dźwiękach? 

Ciekawe! Nigdy, się nad tym nie zastanawiałem.  

Przeczytałam gdzieś, że tak jak każde miasto ma pewien pejzaż wizualny, tak ma również swój pejzaż dźwiękowy. Jakbyś opisał pejzaż Nowej Huty? 

Zgadzam się z tym, że każde miejsce ma charakterystyczny pejzaż dźwiękowy. Mają go również miasta, które bez wątpienia się od siebie różnią, ale bardzo często są to tak drobne różnice, że trudno jest je wychwycić. 

Dlaczego?

Większość miast jest zbudowana z materiałów, które generują podobne dźwięki, czy też odbijają dźwięk w podobny sposób, choć jest to oczywiście olbrzymi rejestr różnych dźwięków. Tym, co – oprócz bogatej biosfery – wyróżnia Nową Hutę, jest układ architektoniczny. Od Placu Centralnego rozchodzą się szerokie i proste ulice. Wsłuchanie się w ten pejzaż – za pomocą mikrofonów kierunkowych i słuchawek – było dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Aleja Róż, a dokładnie miejsce, w którym przez lata stał pomnik Lenina generuje duży pogłos, dzięki czemu dźwięki – w naturalny sposób – ulegają w tym miejscu wzmocnieniu. Po planowanej przebudowie to się zapewne zmieni, ponieważ będzie tam o wiele więcej zieleni. Ale tym co jest dla mnie w Nowej Hucie najciekawsze jest słuchanie dźwięków na granicy antropo i biosfery, które się ze sobą przenikają.

Opowiedz o tym. 

Bernie Krause, który jest ojcem chrzestnym field recordingu podzielił dźwięki dostępne na naszej planecie na trzy grupy: geosfera, biosfera i antroposfera. Dźwięki wydawane przez przyrodę nieożywioną, czyli m.in. wiatr szumiący w drzewach, toczące się kamienie i płynąca woda to geosfera. Biosfera, to cała fauna i flora. Antroposfera, czyli dźwięki związane z działalnością człowieka. W tej chwili nasza ludzka aktywność pokrywa blisko 70 procent pejzażu dźwiękowego świata! Miejsca w których antroposfera i biosfera się przenikają są niezwykle rzadkie, bo antroposfera natychmiast je zagarnia i nakłada na nie inne dźwięki. A w Nowej Hucie takie miejsca jeszcze się zdarzają. Czasem żartuję, że jak się dobrze nastawi ucho, to można tu usłyszeć tramwaj pełen świerszczy!  

Zwieńczeniem Koncertów Głębokiego Słuchania była debata pt. „Archipelag audiosfery Nowej Huty”. Z kim i o czym rozmawialiście? 

Wspólnie z Małgorzatą Szydłowską, dyrektorką ds. Domu Utopii, zaprosiliśmy na to wydarzenie specjalistów z zakresu ekologii akustycznej i pejzażu dźwiękowego. Wśród nich była dr Justyna Anders – Morawska, dr Łukasz Sochacki, Krzysztof Marciniak. Spotkanie poprowadził Marcin Barski – aktywista dźwiękowy, ekolog akustyczny, założyciel „Instytutu Pejzażu Dźwiękowego”. Rozmawialiśmy m.in. o tym, co można zrobić, aby otaczająca nas audiosfera była bardziej przyjazna dla uszu. Bo co do tego, jak duży wpływ na nasz dobrostan psychiczny ma dźwięk i jego natężenie, już chyba nikt nie ma wątpliwości. 

„Wanda słucha Mittala” Koncert Głębokiego Słuchania, lipiec 2022, fot. Dawid Ścigalski

Głośne dźwięki generują wiele problemów. 

To prawda. Nie możemy się skoncentrować, nie możemy odpocząć, osiągnąć spokój ducha. Myślę, że warto w Polsce rozpocząć dyskusję, która w innych miejscach na świecie trwa już od dawna. 

To znaczy? 

Co zrobić, żeby miasto nie było takie głośne? Trzeba się zastanowić, czy potrzebujemy miejsc w których będziemy wypoczywać za pomocą ciszy, a może potrzebujemy ograniczyć ilość bodźców dźwiękowych? Zadbać o to, żeby nasze miasta inaczej brzmiały? Sprawić, żeby to co słyszymy mniej nas bolało, bo o tym, że boli coraz bardziej też już wiemy. 

Dzięki tym wszystkim spotkaniom i rozmowom w Domu Utopii narodził się pomysł stworzenia pierwszego krakowskiego Ogrodu Ciszy. Co to będzie za miejsce? 

Ogród Ciszy będzie oczywiście miejscem fizycznym, prawdziwym ogrodem z architekturą zieloną, drewnianą i ziemną, tak, jak to bywa w zasadzie we wszystkich ogrodach, może poza ogrodami zen. Będzie jednak przede wszystkim miejscem poświęconym słuchaniu i ekologii akustycznej w tym znaczeniu, że chcemy zadedykować to miejsce „słuchaniu ciszy”, czyli pewnego rodzaju procesowi przywrócenia równowagi słuchania. Mówiąc „cisza” mam na myśli zrównoważoną sytuację akustyczną, gdy w słuchaniu naturalnym mamy dostęp do różnorodności dźwiękowej, złożonej głownie z sygnałów zapewniających słuchaczom komfort akustyczny. 

Wstępem do tworzenia Ogrodu będzie… komnata ciszy.

To prawda, ale o tym – już wkrótce – opowie Małgorzata Szydłowska, która jest pomysłodawczynią tego projektu. Kiedy niedawno na ten temat rozmawialiśmy i usłyszałem w jaki sposób chciałaby tą komnatę skonstruować odpowiedziałem, że bardzo chciałbym w niej mieć coś w rodzaju biura. Zapraszam wszystkich do odwiedzania – w niedalekiej przyszłości – tego miejsca i wspólnego, głębokiego słuchania!  

#newsletter
Bądź na bieżąco