Oso­bi­sta histo­ria Nowej Huty

Mał­go­rza­ta Wach: Skąd pomysł na pro­jekt „Arche­olo­gia codzienności”? 

Mał­go­rza­ta Szy­dłow­ska: Na począt­ku dzia­łal­no­ści Teatru Łaź­nia Nowa, czy­li 18 lat temu zasta­na­wia­li­śmy się nad tym, jaki gest, mógł­by nam pomóc w nawią­za­niu poro­zu­mie­nia z miesz­kań­ca­mi Nowej Huty. Zapro­si­li­śmy ich wte­dy z Bar­to­szem do teatru i zachę­ci­li­śmy, żeby przy­nie­śli ze sobą przed­mio­ty, któ­re mają dla nich szcze­gól­ne zna­cze­nie i opo­wie­dzie­li zwią­za­ne z nimi histo­rie. Na pod­sta­wie tych opo­wie­ści powsta­ło pięć jed­no­ak­tó­wek, któ­re zło­ży­ły się na spek­takl wyre­ży­se­ro­wa­ny przez Jac­ka Papi­sa pt. „Miesz­kam tu”.

Co przy­nie­śli na to spo­tka­nie nowohucianie?

Pamię­tam, że jeden z byłych pra­cow­ni­ków kom­bi­na­tu przy­niósł lata­ren­kę sygna­li­za­cyj­ną, życząc nam, aby ta lata­ren­ka oświe­ca­ła naszą arty­stycz­ną dro­gę. Ktoś inny przy­niósł frag­ment kamie­nia, na któ­rym stał kie­dyś pomnik Leni­na. Jesz­cze inne oso­by przy­nio­sły emble­ma­ty soli­dar­no­ści i godło. 

Spek­takl, któ­ry powstał w opar­ciu o te histo­rie, z jed­nej stro­ny opo­wia­dał o Nowej Hucie i jej miesz­kań­cach, a z dru­giej była pró­bą odpo­wie­dzi na pyta­nie, co dla samych arty­stów ozna­cza „zamiesz­ki­wa­nie” nowe­go miejsca. 

Oso­by, któ­re ofia­ro­wa­ły przed­mio­ty uczest­ni­czy­ły w pro­ce­sie twórczym? 

Zapro­si­li­śmy ich do wspól­nej pra­cy i pogłę­bie­nia swo­ich oso­bi­stych wąt­ków. Przy­glą­da­nie się temu, jak kon­fron­tu­ją się z histo­rią, któ­ra zosta­ła opra­co­wa­na teatral­nie przez sce­na­rzy­stę było cie­ka­wą przy­go­dą. To był ten moment, kie­dy pomy­śla­łam, że to co na pozór nie­zau­wa­żal­ne, co towa­rzy­szy nam w codzien­nym życiu, może stać się ele­men­tem sztu­ki. Kil­ka lat póź­niej prze­czy­ta­łam powieść Orha­na Pamu­ka pt. „Muzeum nie­win­no­ści”, któ­ra mnie zafa­scy­no­wa­ła i sta­ła się jed­ną z naj­waż­niej­szych inspi­ra­cji w two­rze­niu „Arche­olo­gii codzienności”. 

Opo­wiedz o tym. 

Każ­dy z przed­mio­tów, któ­ry towa­rzy­szył tej opo­wie­ści wzbo­ga­cił ją o coś, co jest nie­uchwyt­ne, co toczy­ło się rów­no­le­gle do poja­wia­ją­cych się pod­czas lek­tu­ry emo­cji. Przed­mio­ty sta­ły się jed­ny­mi z boha­te­rów tej opo­wie­ści. Bez nich ta histo­ria była­by niepełna. 

Kil­ka lat po opu­bli­ko­wa­niu powie­ści Orhan Pamuk utwo­rzył w Stam­bu­le muzeum o tym samym tytu­le, któ­re – podob­nie jak książ­ka – opo­wia­da o miło­ści. Ta muze­al­na kolek­cja „nie­win­no­ści” skła­da się z przed­mio­tów, któ­rych pier­wo­wzo­ry poja­wi­ły się w powie­ści. „Arche­olo­gia codzien­no­ści” ma dla mnie duży zwią­zek z tą książ­ką i jej spo­so­bem opo­wia­da­nia o rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej impul­sem sta­ją się przedmioty. 

W two­rzo­nych z miło­ścią, dobrze zapro­jek­to­wa­nych poetyc­kich muze­ach dozna­je­my uko­je­nia nie dla­te­go, że oglą­da­my w nich sta­re arte­fak­ty, ale dla­te­go, że czas prze­sta­je tam istnieć. 

A jakie przed­mio­ty są waż­ne dla Ciebie? 

Nie jestem typem zbie­racz­ki ani miło­śnicz­ki dużej ilo­ści arte­fak­tów. Raczej je redu­ku­je ze swo­je­go oto­cze­nia, ale te któ­re zosta­ją ze mną na dłu­żej zawie­ra­ją zwy­kle duży ładu­nek emo­cjo­nal­ny. Może wła­śnie dla­te­go, że zosta­ły prze­ze mnie wcze­śniej wyse­lek­cjo­no­wa­ne. Ten rodzaj selek­cji wpro­wa­dzam też w opo­wie­ściach sce­nicz­nych do któ­rych przy­go­to­wu­ję sce­no­gra­fię i kostiu­my. Sta­ram się, aby rekwi­zy­ty któ­re poja­wia­ją się na sce­nie, mia­ły swo­ją wła­sną histo­rię i głos. 

„Arche­olo­gia codzien­no­ści” zaczę­ła się od pro­jek­tu „Moje oczy widzia­ły” pod­czas któ­re­go gro­ma­dzi­li­ście foto­gra­fie pocho­dzą­ce z rodzin­nych albu­mów nowo­hu­cian. Opo­wiedz o nim. 

Zachę­ci­li­śmy nowo­hu­cian do dzie­le­nia się foto­gra­fia­mi z lat 1950 – 1980 i opo­wie­ścia­mi, któ­re się za nimi kry­ją. W ten spo­sób chcie­li­śmy stwo­rzyć coś w rodza­ju oso­bi­stej histo­rii Nowej Huty i opo­wie­dzieć o kon­kret­nych ludziach, któ­rzy przy­je­cha­li tutaj z nadzie­ją na otrzy­ma­nie wła­sne­go domu. To wła­śnie sło­wo „dom” było – moim zda­niem – klu­czo­wym sło­wem w two­rze­niu tego mia­sta. Mam na myśli oczy­wi­ście per­spek­ty­wę poje­dyn­czych osób, a nie zało­że­nia i idee ówcze­sne­go sys­te­mu. Chce­my oca­lić tę część histo­rii Nowej Huty.

„Arche­olo­gia codzien­no­ści” nama­wia do wyrwa­nia się z ogól­nie przy­ję­tych poli­tycz­nie popraw­nych nar­ra­cji i kie­ru­je uwa­gę na to co jest – być może – naj­istot­niej­sze, na naszą codzien­ność. Zachę­cam wszyst­kich do odkry­wa­nia opo­wie­ści i dostrze­ga­nia poten­cja­łu w rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej żyje­my. Mam nadzie­ję, że nasz pro­jekt sta­nie się dla wie­lu osób inspi­ra­cją do innej per­cep­cji świa­ta, w któ­rym naj­istot­niej­sze są nasze codzien­ne rytu­ały i towa­rzy­szą­ce im przed­mio­ty, nagra­nia i foto­gra­fie. Odkry­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści, może wyty­czyć nowe ścież­ki rela­cji z pamię­ciom o ludziach, miej­scach i rzeczach.

Kolej­nym eta­pem pro­jek­tu jest gro­ma­dze­nie przed­mio­tów, któ­re – podob­nie jak w przy­pad­ku pro­jek­tu „Miesz­kam tu” kry­ją w sobie oso­bi­ste histo­rie nowohucian. 

Domy są zwy­kle peł­ne przed­mio­tów. Więk­szość z nich peł­ni funk­cje użyt­ko­we, ale każ­dy z nas ma w swo­jej prze­strze­ni przed­mio­ty, do któ­rych mamy oso­bi­sty sto­su­nek. Nie ogra­ni­cza­my się wyłącz­nie do foto­gra­fii i arte­fak­tów, inte­re­su­ją nas rów­nież dźwię­ki, nagra­nia video i codzien­ne rytu­ały, któ­re skła­da­ją się na codzien­ność, któ­re moż­na roz­czy­ty­wać na bar­dzo róż­nych poziomach. 

Archi­wi­zu­jąc je pró­bu­je­my oca­lić coś ulot­ne­go, coś co odcho­dzi razem z oso­bą, któ­ra pamięta.

Nowo­hu­cia­nie chęt­nie dzie­lą się swo­imi historiami? 

Nowo­hu­cia­nie, chęt­nie sta­ja się arche­olo­ga­mi swo­ich wspomnień. 

Ludzie, któ­rzy kie­dyś przy­by­li do Nowej Huty, żeby tu zamiesz­kać i zbu­do­wać swo­ją codzien­ność, pocho­dzą z róż­nych regio­nów powo­jen­nej Pol­ski. Przy­wieź­li ze sobą róż­no­rod­ny obraz świa­ta, a co za tym idzie, tak­że róż­no­rod­ne pamiąt­ki i wspo­mnie­nia. Do wie­lu z nich nie mamy już dostę­pu, ale w nie­któ­rych przy­pad­kach pozo­sta­ły jakieś strzę­py pamię­ci, któ­re jesz­cze moż­na odtwo­rzyć. Nama­wiam wszyst­kich nowo­hu­cian do tej arche­olo­gicz­nej przy­go­dy i poszu­ki­wa­nia tego co ukry­te, nie­wy­po­wie­dzia­ne, scho­wa­ne w szufladach. 

Naj­więk­szy poten­cjał dostrze­gam w przed­mio­tach, któ­re wyda­ją się na pozór mało istot­ne, bo pocho­dzą z ryt­mu codzien­no­ści, któ­ry powta­rza się w czę­sto nie­zau­wa­żo­ny spo­sób. Ten porzą­dek lubi skry­wać rze­czy nie­wy­po­wie­dzia­ne, odło­żo­ne w cza­sie, ukry­wa­jąc zawar­ty w nich duży ładu­nek emo­cjo­nal­ny. Poszu­ki­wa­nie tego co ukry­te jest naj­więk­szym wyzwa­niem dla arche­olo­ga codzien­no­ści. Zachę­cam do otwie­ra­nia szu­flad. Poety­ka szu­fla­dy, do któ­rej wrzu­ca się rze­czy na pozór zbęd­ne, jest pod­sta­wo­wym moty­wem dla bada­cza. Szu­fla­da sta­je się maga­zy­nem pamię­ci, dzię­ki któ­re­mu moż­na odkry­wać wła­sną tożsamość.

Kim są oso­by, któ­re zgła­sza­ją się do udzia­łu w Waszym projekcie? 

Oca­la­niem pamię­ci są zain­te­re­so­wa­ne głów­nie star­sze oso­by, któ­re wie­dzą jak ulot­na jest pamięć. Czę­sto opo­wia­da­ją nam rze­czy, któ­rych niko­mu wcze­śniej nie mówi­li. Chcą, żeby ludzie, któ­rzy byli im bli­scy zosta­li zapa­mię­ta­ni. Zda­ją sobie spra­wę z tego, że część tych opo­wieść odej­dzie razem z nimi. Fakt, że mogą jesz­cze raz wró­cić do wspo­mnień i się z tymi bli­ski­mi oso­ba­mi – choć­by tyl­ko meta­fo­rycz­nie – spo­tkać jest dla nich podró­żą w czasie. 

Impul­sem do tych opo­wie­ści bar­dzo czę­sto sta­ją się wła­śnie przed­mio­ty. Nie­któ­re z nich kry­ją w sobie tajem­ni­ce, któ­re nadal cze­ka­ją na odkry­cie. I w tym momen­cie, bar­dzo czę­sto wkra­cza­ją mło­dzi ludzie, któ­rzy zain­try­go­wa­ni tajem­ni­cą roz­po­czy­na­ją swo­je wła­sne poszu­ki­wa­nia. Poszu­ki­wa­nie nowych ście­żek w two­rze­niu oso­bi­stej histo­rii jest bar­dzo waż­nym ele­men­tem pro­jek­tu. Szu­ka­nie nie­oczy­wi­stych rela­cji z przed­mio­ta­mi, oto­cze­niem i nauka nowej, uwraż­li­wio­nej per­cep­cji może wpły­nąć na nasze rela­cje z bli­ski­mi w tej odle­głej i obec­nej rzeczywistości.

A jakie przed­mio­ty mają szcze­gól­ne zna­cze­nie dla Ciebie? 

Od chwi­li, kie­dy zaczę­łam two­rzyć, taki­mi szcze­gól­ny­mi przed­mio­ta­mi sta­ły się dla mnie foto­gra­fie. Obiek­tem, któ­ry naj­bar­dziej lubię foto­gra­fo­wać i gro­ma­dzić w swo­ich zbio­rach, są opusz­czo­ne domy, któ­re ule­ga­ją znisz­cze­niu. Sta­ram się je uchwy­cić na róż­nym eta­pie tej degra­da­cji. Fascy­nu­je mnie przej­mo­wa­nie archi­tek­tu­ry przez natu­rę – zde­rza­nie się z tym co zabie­ra czas, co jest nie­uchron­ne i stop­nio­wo sta­je się strzę­pem obec­no­ści człowieka. 

Cudow­nie się obser­wu­je domy, któ­re powsta­ły z kamie­nia albo drew­na, czy­li z natu­ral­nych mate­ria­łów. Ich degra­da­cja doko­nu­je się w zupeł­nie inny spo­sób niż nowo­cze­snych obiek­tów archi­tek­tu­ry, któ­re są coraz bar­dziej obce. Domy, któ­re są zbu­do­wa­ne z natu­ral­nych mate­ria­łów, nisz­cze­jąc sta­ją się ele­men­tem krajobrazu. 

Dom jest jed­nym z waż­niej­szych moty­wów w Two­jej twór­czo­ści. To sło­wo jest wpi­sa­ne rów­nież w nazwę miej­sca, któ­re stworzyłaś. 

Dom jest moim ulu­bio­nym moty­wem, do któ­re­go sta­le wra­cam na bar­dzo wie­lu pozio­mach. Archi­wi­zu­jąc szcząt­ki domostw, two­rzę coś w rodza­ju sza­rych ogro­dów, w któ­rych zato­pio­ne są śla­dy ich miesz­kań­ców. Część ich oso­bi­stych histo­rii zosta­ło zapi­sa­nych w przed­mio­tach któ­re po nich pozo­sta­ły. To nie są tyl­ko foto­gra­fie czy pamięt­ni­ki. Tę histo­rię two­rzą rów­nież opusz­czo­ne meble, ele­men­ty sta­rej far­by czy pod­ło­gi. One rów­nież sta­ją się świa­dec­twem tego, co się w tym domu zda­rzy­ło. Histo­ria miej­sca zosta­ła zapi­sa­na w tym co materialne. 

Może­my opo­wie­dzieć o jakimś kon­kret­nym przed­mio­cie, któ­ry jest Ci bliski? 

Mam foto­gra­fię, któ­ra jest mi nie­zwy­kle bli­ska od cza­su dzie­ciń­stwa. Kie­dy wie­le lat póź­niej zaję­łam się gra­fi­ką i zaczę­łam two­rzyć, prze­nio­słam ją na lito­gra­fię. Ta foto­gra­fia przed­sta­wia małą dziew­czyn­kę w lesie. Zna­la­złam tę zdję­cia w albu­mie mojej bab­ci. Nie wiem kogo przed­sta­wia ani jaka jest jej histo­ria tego dziec­ka, ale za każ­dym razem, kie­dy na nie patrzy­łam nie mogłam od nie­go ode­rwać oczu. Czu­łam z tą foto­gra­fią nie­sa­mo­wi­ty zwią­zek. Na tyle moc­ny, że prze­nio­słam ją na więk­szy for­mat. Z samej figu­ry dziew­czyn­ki na foto­gra­fii zosta­ła już tyl­ko bia­ła pla­ma, któ­ra prze­sta­ła mieć cechy dziec­ka, ale nawet ta pla­ma – po latach – jest dla mnie pew­ne­go rodza­ju świa­tłem. Dro­go­wska­zem, któ­ry otwie­ra coraz to nowe drzwi wyobraź­ni. Myślę, że takich osób, któ­re mają oso­bi­stą rela­cję z jakimś kon­kret­nym przed­mio­tem jest więcej. 

Wróć­my jesz­cze na chwi­lę do „Arche­olo­gii codzien­no­ści”.  Wer­ni­sa­że pro­mu­ją­ce pro­jekt odby­wa­ją się w prze­strze­ni Cepe­li­xu. Skąd wybór tego miejsca?

Cepe­lix jest szcze­gól­nym miej­scem na mapie Nowej Huty. Od lat 50 – tych do 90- tych funk­cjo­no­wa­ła tam Cepe­lia. Sztu­ka ludo­wa, któ­ra była w tam­tych cza­sach bar­dzo moc­no pro­mo­wa­na, była dla miesz­kań­ców Nowej Huty pew­ne­go rodza­ju łącz­ni­kiem z prze­szło­ścią. Wie­lu z nich pocho­dzi­ło prze­cież z mało­pol­skich wio­sek. Kie­dy Cepe­lia w 1991 r. wypro­wa­dzi­ła się z Pla­cu Cen­tral­ne­go, pani Miro­sła­wa i Pan Krzysz­tof Kna­wa otwo­rzy­li w tym miej­scu Cepe­lix, zacho­wu­jąc ory­gi­nal­ny cha­rak­ter tej prze­strze­ni. Uzna­łam, że to naj­lep­sze miej­sce do pre­zen­ta­cji pamią­tek i opo­wie­ści na temat ludzi, któ­rych życie toczy­ło się tuż obok. Ten pomysł się spodo­bał nowo­hu­cia­nom, co mnie bar­dzo cieszy! 

Co moż­na w tym miej­scu zoba­czyć i usłyszeć? 

Waż­nym ele­men­tem wer­ni­sa­ży są poka­zy mul­ti­me­dial­ne. Tema­tem prze­wod­nim pierw­szej odsło­ny były foto­gra­fie pocho­dzą­ce z rodzin­nych albu­mów nowo­hu­cian. W war­stwie audio usły­sze­li­śmy m.in. wspo­mnie­nia doty­czą­ce osób, któ­re się na tych foto­gra­fiach znaj­du­ją. Więk­szość z nich już nie żyje, ale są jesz­cze ludzie, któ­rzy ich pamię­ta­ją i zna­ją ich oso­bi­ste historie. 

Punk­tem wyj­ścia do audio­wi­zu­al­nej opo­wie­ści, któ­ra odbę­dzie się 15 paź­dzier­ni­ka sta­ną się foto­gra­fie Wik­to­ra Pen­ta­la i Hen­ry­ka Maka­re­wi­cza, któ­rzy doku­men­to­wa­li począt­ki Nowej Huty. Tema­tem prze­wod­nim poka­zu, któ­rym został opar­ty o kolek­cję foto­gra­fii pocho­dzą­cych z Fun­da­cji Ima­go Mun­di jest dzie­ciń­stwo. W war­stwie dźwię­ko­wej usły­szy­my wspo­mnie­nia nowo­hu­cian i opo­wie­ści o dzie­ciach, dla któ­rych Nowa Huta dzi­siaj sta­je się nowym domem. War­stwę dźwię­ko­wą do tych mate­ria­łów przy­go­to­wał Rafał Mazur. 

Ani­ma­cją zajął się Prze­my­sław Fik. Mate­riał zawie­ra też histo­rie nowo­hu­cian, któ­rych wysłu­cha­łaś i je opracowałaś. 

Jaki będzie temat ostat­nie­go wernisażu? 

Moty­wem prze­wod­nim trze­ciej odsło­ny, któ­ra odbę­dzie się 22 paź­dzier­ni­ka, będzie histo­ria Zyg­mun­ta Piąt­kie­wi­cza, pro­ku­ra­to­ra, któ­ry brał udział w gło­śnych pro­ce­sach w powo­jen­nej Pol­sce, oskar­ża­jąc m.in. Wła­dy­sła­wa Mazur­kie­wi­cza i Karo­la Kota, seryj­nych zabój­ców, któ­rzy w latach 50-tych i 60-tych wywo­ły­wa­li w Kra­ko­wie psy­cho­zę stra­chu. Chcia­ła­bym jed­nak pod­kre­ślić, że nie będzie opo­wieść o kuli­sach zbrod­ni, tyl­ko histo­ria cie­ka­we­go czło­wie­ka, któ­ry był miesz­ka­ją­cy w Nowej Hucie Zyg­munt Piątkiewicz. 

Zapre­zen­tu­je­my m.in. wyko­na­ne przez nie­go w latach 20-stych i 30-stych, rodzin­ne foto­gra­fie. Szkla­ne nega­ty­wy prze­le­ża­ły bli­sko 100 lat w szczel­nie zamknię­tym pudeł­ku i zosta­ły odkry­te kil­ka mie­się­cy temu przez cór­kę pana Zyg­mun­ta. W prze­strze­ni wysta­wy poja­wią się rów­nież arte­fak­ty zwią­za­ne z oso­bi­stą histo­rią boha­te­ra tej odsło­ny. Usły­szy­my też opo­wieść jego cór­ki. Gdy­by nie „Arche­olo­gia…” część tego archi­wum zosta­ła­by zapomniana. 

Jakie będą dal­sze losy przed­mio­tów i foto­gra­fii, któ­re uda­ło się Wam zgromadzić? 

Nie­ba­wem ruszy stro­na inter­ne­to­wa poświę­co­na „Arche­olo­gii codzien­no­ści” na któ­rej będzie moż­na zna­leźć część naszych dotych­cza­so­wych zbio­rów. Jeśli cho­dzi o dal­sze pla­ny doty­czą­ce tego pro­jek­tu to nie chcia­ła­bym na razie za dużo zdra­dzać. Powiem tyl­ko, że „Arche­olo­gia codzien­no­ści” się nie koń­czy. Nadal będzie­my roz­ma­wiać z nowo­hu­cia­na­mi, otwie­rać ich albu­my i szu­fla­dy ich pamię­ci. Nadal będzie­my się też dzie­lić cie­ka­wy­mi histo­ria­mi, któ­re nam przekażą. 

Mał­go­rza­ta Szy­dłow­ska – sce­no­graf­ka, dyrek­tor­ka ds. Domu Uto­pii – Mię­dzy­na­ro­do­we­go Cen­trum Empa­tii, wice­dy­rek­tor­ka Teatru Łaź­nia Nowa ds. pro­duk­cji teatral­nych. Absol­went­ka sce­no­gra­fii Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych w Kra­ko­wie. Autor­ka nowa­tor­skiej kon­cep­cji prze­bu­do­wy i adap­ta­cji post­in­du­strial­nej prze­strze­ni hal warsz­ta­tów szkol­nych na potrze­by Teatru Łaź­nia Nowa oraz aran­ża­cji jego wnętrz i scen. Zapro­jek­to­wa­ła sce­no­gra­fię i kostiu­my do kil­ku­dzie­się­ciu spek­ta­kli wysta­wia­nych w teatrach dra­ma­tycz­nych, ope­ro­wych i muzycz­nych w Pol­sce i za gra­ni­cą. Two­rzy insta­la­cje, wysta­wy i pro­jek­ty mul­ti­me­dial­ne. Pomy­sło­daw­czy­ni i kura­tor­ka cyklu edu­ka­cyj­ne­go „Myślą­ca ręka”, reali­zo­wa­ne­go w Teatrze im. Juliu­sza Sło­wac­kie­go w Kra­ko­wie. Pomy­sło­daw­czy­ni i kura­tor­ka pro­jek­tu „Arche­olo­gia codzien­no­ści” reali­zo­wa­ne­go w Domu Utopii. 

fot. Klau­dy­na Schubert

#newsletter
Bądź na bieżąco